idea / Wrocław, miasto spotkań

Zaczyna się we Wrocławiu

Dorota Monkiewicz

Wrocław był i jest z pewnością miastem spotkań. Nie tylko w przeszłości – dla przybyłej tu po wojnie ludności, ale także i dzisiaj – dla tych, którzy skuszeni jego aurą pozostają w nim po studiach lub przyjeżdżają z różnych regionów Polski i świata.

W 1970 roku, podczas ogólnopolskiego sympozjum konceptualnego, warszawski artysta Zbigniew Gostomski przedstawił we Wrocławiu projekt pracy zatytułowanej „Zaczyna się we Wrocławiu”. Idea artysty polegała na tym, aby ustanowić wyobrażoną przestrzeń globu ziemskiego w oparciu o system modułowych odcinków, których odmierzanie zaczęłoby się we Wrocławiu i stąd rozprzestrzeniło na cały świat. Hasło „zaczyna się we Wrocławiu”, pomimo wszelkich innych sensów tego projektu, zabrzmiało jak modernizacyjny apel, optymistyczne wychylenie ku przyszłości, w której wszystko miało się dopiero wydarzyć.

Es beginnt in Breslau

Blisko czterdzieści lat później do projektu Gostomskiego odniósł się się młody poznański artysta Rafał Jakubowicz, montując na budynku galerii BWA Awangarda w centrum Wrocławia biały neon uformowany w napis „Es beginnt in Breslau”. Niemieckojęzyczna wersja zdania Zbigniewa Gostomskiego wykonana przez Jakubowicza miała zwrócić uwagę na szczególny kontekst wydarzenia artystycznego z 1970 roku. Odnosiła się do sytuacji polskiej sztuki awangardowej okresu realnego socjalizmu, w której kamieniami milowymi były sympozja i plenery w Osiekach koło Koszalina (Köslin), Elblągu (Elbing), czy Zielonej Górze (Grünberg), a wśród nich także sympozjum we Wrocławiu. Wszystkie te imprezy odbywały się na tzw. Ziemiach Odzyskanych, czyli byłych terytoriach Rzeszy niemieckiej przejętych przez polską administrację po II wojnie światowej. Komunistyczne państwo przyzwalało na nowoczesną, awangardową i niespecjalnie akceptowaną przy innych okazjach sztukę, bo tak tworzyła się nowa polska historia tych ziem bez historii (skoro niemiecka przeszłość miała zostać na zawsze zatarta).

Grotowski, Has, Różewicz

Wrocław, potwornie zniszczony podczas obrony Festung Breslau wiosną 1945 roku, dźwigał się z ruin przez dekady. Pomimo trudnej sytuacji ekonomicznej, stał się jednak ważnym ośrodkiem kulturalnym. Ton miastu nadawało środowisko polskiej inteligencji, przesiedlonej tutaj w wyniku powojennej zmiany granic ze Lwowa. Na odnowionym Uniwersytecie Wrocławskim rozwijała się polonistyka. Wychodziło tu ważne, ogólnopolskie pismo kulturalne „Odra”, działał awangardowy teatr Laboratorium Jerzego Grotowskiego, w miejscowej wytwórni filmowej powstał kultowy „Rękopis znaleziony w Saragossie” Wojciecha Jerzego Hasa, do Wrocławia przeniósł się poeta i dramaturg Tadeusz Różewicz. Również na terenie sztuk wizualnych pojawiały się kolejne awangardowe inicjatywy – od konceptualnej galerii Pod Moną Lisą i Muzeum Sztuki Aktualnej Jerzego Ludwińskiego, poprzez nurt nowych mediów w galerii Permafo i Foto-Medium-Art, po anarchistyczne prowokacje Pomarańczowej Alternatywy i grupy Luxus w latach 80.

Od-nowa

A jednak pytanie Jakubowicza o to, „kiedy” zaczyna się we Wrocławiu należy do kwestii fundamentalnych dla wrocławskiej kultury i dla poczucia tożsamości współczesnych wrocławian. Z ankiet przeprowadzonych ostatnio wśród nich przez Pawła Kubickiego, socjologa miasta z Instytutu Europeistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, wynika, że na pierwszym miejscu jako źródło wrocławskiej samoidentyfikacji wymieniane było doświadczenie wspólnej obrony miasta w czasie wielkiej powodzi w 1997 roku. Intelektualiści podczas jednej z wielu prowadzonych w mieście debat na ten temat wskazywali na wiele innych źródeł: doświadczenie prężnie działającej we Wrocławiu podziemnej Solidarności z lat 80. ubiegłego wieku czy jeszcze dawniejsze wspomnienia o przeniesionych ze Lwowa powojennych instytucjach Wrocławia. Sam jednak tytuł tej debaty „Czy da się wymyślić własną tradycję”, zredagowany przez wrocławskiego dziennikarza Łukasza Medekszę, wskazywał na to, że coś, co moglibyśmy określić jako tożsamość lokalną i jej relację do polskości, niemieckości, ale też czeskości (Wrocław w swojej długiej historii był także częścią czeskiego organizmu państwowego, a w czasach schyłku komuny angażował się w Solidarność Polsko-Czeską), jest wciąż stosunkiem niepewnym, dynamicznym, w procesie kształtowania się. Po wojnie miasto zasiedliła nie tylko polska elita intelektualna wysiedlona ze Lwowa i nieliczni pozostali Niemcy, ale także ludność z szeroko rozumianych Kresów Wschodnich, warszawiacy ze zrujnowanego miasta, Wielkopolanie i inni Polacy, szukający swojej życiowej szansy na nowych terytoriach Rzeczypospolitej.

Wrocław, Breslau, Breclav

Pomimo że od wojny minie już niedługo siedemdziesiąt lat, fantazmatyczna obecność niemieckiego pierwiastka w architekturze i układzie urbanistycznym miasta codziennie konfrontuje się z polskim żywiołem i jest obecna w dyskursie prowadzonym przez wrocławskie instytucje kultury. Jeśli w Muzeum Narodowym możemy oglądać stałą ekspozycję rzeźby śląskiej (proszę zwrócić uwagę na semantykę – nie niemieckiej, lecz śląskiej), polskiej sztuki nowoczesnej oraz reprezentatywną kolekcję lwowskiej przedwojennej awangardy (grupa „Artes”), to Muzeum Miejskie prezentuje głównie historię Wrocławia jako miasta niemieckiego. Podobne fascynacje w stosunku do unikalnych wrocławskich zabytków niemieckiej architektury modernistycznej (realizacje Hansa Scharouna, Maxa Berga, czy Ericha Mendelsohna) przejawia wrocławskie Muzeum Architektury. Kwestii negocjowania wrocławskiej przeszłości i współczesności nie uniknie także powstające w tym roku Muzeum Współczesne Wrocław, ulokowane na czas budowy nowego gmachu w poniemieckim schronie przeciwlotniczym, który podczas obrony Festung Breslau pełnił funkcję szpitala polowego.

Miasto w budowie

Wrocław był i jest z pewnością miastem spotkań – nie tylko w przeszłości – dla przybyłej tu po wojnie ludności, ale także i dzisiaj – dla tych, którzy skuszeni aurą miasta lub ofertami pracy pozostają w nim po studiach lub przyjeżdżają z różnych regionów Polski i z zagranicy. W tym sensie Wrocław nadal pozostanie młodą i dynamicznie rozwijającą się metropolią. Optymistyczne „Zaczyna się we Wrocławiu” wciąż brzmi aktualnie, gdy powstaje muzeum sztuki współczesnej, buduje się właśnie monumentalne Narodowe Forum Muzyki, nowoczesny stadion, obwodnicę autostradową, mosty. Wszystkie te inwestycje aspirują do najwyższego światowego poziomu w zakresie nowoczesnych technologii, co nie dziwi w mieście, którego uczelnie znane są z rozwijania różnorodnych specjalizacji informatycznych.

Praca nad współczesnością

Wrocław pozostaje nadal miejscem przyjaznym awangardowej sztuce. To tutaj odbywają się międzynarodowe festiwale: filmowy Era Nowe Horyzonty, teatralny Dialog, muzyczny Wratislavia Cantans, sztuki mediów Biennale WRO. Wrocław jest także fundatorem Literackiej Nagrody Europy Środkowej im. Angelusa Silesiusa. Myślę, że wszystkich tych wydarzeń i przedsięwzięć artystycznych dotyczy przesłanie, sformułowane w Koncepcji Programowej Muzeum Współczesnego Wrocław, w której czytamy: „misją Muzeum jest szeroko rozumiana praca nad współczesnością (…). Wiedza uzyskiwana z bezpośredniego obcowania ze sztuką, przyswajana przez praktyczne uczestnictwo oraz możliwość uzyskania tłumaczącego dzieło komentarza sprzyja samopoznaniu odbiorcy, określeniu własnej tożsamości w przestrzeni prywatnej i publicznej oraz w perspektywie czasowej.”[1]

  1. 1. Piotr Krajewski, Dorota Monkiewicz, Wrocław, 21 grudnia 2007, s. 6.