tematy / Bajki robotów

Pamięć absolutna czy cyfrowe oko Wielkiego Brata?

Nikodem Bończa-Tomaszewski

Czy w cyfrowej przyszłości zawładniemy bezmiarem informacji, czy staniemy się jego ofiarą?

Możliwość cyfrowej archiwizacji dziedzictwa kultury jeszcze niedawno była wizją, dziś staje się rzeczywistością. Obietnice, które ze sobą niesie, są kuszące. Błyskawiczne przeglądanie informacji, masowe upowszechnianie dziedzictwa archiwalnego, dostęp do zbiorów niezależny od miejsca i czasu. Korzyści, których już dziś doświadczamy, sprawiają, że powinniśmy z entuzjazmem otworzyć się na cyfrową rewolucję w archiwistyce.

Ale przejście od wizji do rzeczywistości jest nie tylko spełnieniem marzeń. Rewolucja techniczna przekształca cywilizację jednocześnie na lepsze i na gorsze. Grzechem zaniechania byłby jednostronny optymizm, pozbawiony refleksji nad sensem zmian, które spowoduje wkroczenie archiwów w epokę cyfrową. Piękny sen o zbawczej roli Postępu, który rozwiąże wszelkie ludzkie problemy, zazwyczaj kończył się przebudzeniem w brutalnej rzeczywistości. Jeśli chcemy tego uniknąć w naszej skromnej dziedzinie, musimy przemyśleć ideę „Archiwum” od nowa.

Informacja staje się energią

Czym jest „archiwum cyfrowe”? Co je odróżnia od archiwów dawnego typu? Aby odpowiedzieć na te pytania, musimy opuścić humanistyczną domenę tradycyjnej archiwistyki i przejść na pole technologii. Paradoksalnie istotą archiwum cyfrowego nie jest jego cyfrowość. Użycie do zapisu danych systemów liczbowych jest jedynie środkiem technologicznym, który pozwala na przetworzenie informacji w energię, obecnie w postać wiązki światła albo strumienia elektronów. W komputerze opartym na tranzystorach stan posiadania energii (jest prąd) lub jej brak (nie ma prądu) pozwala maszynie przetwarzać najbardziej skomplikowane struktury danych sprowadzone do postaci 0 i 1.

Od czasu powstania pisma do połowy XX wieku utrwalanie danych było związane z tworzeniem materialnych nośników. Informacja, zmysłowo i konkretnie obecna pod postacią oprawnych tomów i opasłych teczek na kilometrach półek, zdawała się równie trwała jak obiekty, na których została zapisana. Sensualne poczucie stałości materialnych nośników sprawia, że niektórzy niepokoją się o trwałość danych przechowanych przez komputery. Wymykają się one zmysłom, „magicznie” pojawiając się i znikając wraz ze strumieniem energii, który wyciąga je z niebytu. Być może razem z nimi w cyfrową nicość zapadnie się cała zdeponowana w serwerowniach wiedza.

Zmiana informacji w energię jest istotą rewolucji informatycznej. Gdybyśmy chcieli być precyzyjni, zamiast o archiwum cyfrowym powinniśmy mówić o „archiwum energetycznym”.

„Energetyzacja” informacji spowodowała, że fundamentalne dla tradycyjnej archiwistyki rozróżnienie „oryginału” i „kopii” straciło sens. Kopia cyfrowa jest w pełni tożsama z cyfrowym oryginałem, nie kopiujemy już dokumentów, tylko je klonujemy, zmieniając stany energii w światłowodach czy na twardych dyskach. Zatarcie dystynkcji między oryginałem a wtórnikiem, uwolnienie informacji od nośnika jest jednym z filarów cyfrowej rewolucji i gwarantem swobodnego i powszechnego przepływu wiedzy.

Przekształcenie informacji w energię będzie równie brzemienne w skutkach dla cywilizacji, jak wciągnięcie społeczności oralnych w kulturę pisma. Idąc za prognozami przedstawionymi pół wieku temu przez Stanisława Lema w „Summa Technologiae” (najbardziej niedocenionej książce filozoficznej XX wieku), można przypuszczać, że cyfrowe przetwarzanie informacji jest dopiero wstępem do rozwoju technologii związanych z jej energetyczną transformacją. Jeśli weźmiemy pod uwagę znane nam metody transformacji informacji w przyrodzie za pomocą kodu DNA, horyzonty techniki wydają się prawie nieograniczone. Z technicznego punktu widzenia kod genetyczny to samoformująca się informacja, która ma zdolność przekształcania energii i organizacji materii. Cywilizacja naukowo-techniczna, mniej lub bardziej skrycie wierząca w ideę Postępu, będzie marzyć o odtworzeniu tego zjawiska przy użyciu maszyn, tak jak kiedyś marzono o lataniu.

Socjologia archiwistyki cyfrowej

Pewnych ram koncepcyjnych do określenia celów rozwoju archiwistyki cyfrowej dostarcza socjologia, która w ubiegłym wieku została królową nauk humanistycznych. Analizując rozwój zjawisk związanych z kształtowaniem się tzw. społeczeństwa informacyjnego (piszę „tak zwanego”, bo termin  „społeczeństwo informacyjne”, choć poręczny badawczo, oznacza też pewien projekt technokratycznej utopii), można wyróżnić trendy i określić ich skutki społeczne.

W połowie XX wieku wraz z wynalezieniem komputerów rozpoczął się proces cyfryzacji informacji, który stopniowo obejmował kolejne dziedziny życia. W latach 40. objął on sektor wojskowy, a w kolejnych dekadach rozszerzał się na naukę, korporacje, administrację państwową. W latach 80. – wraz z płytą CD – cyfryzacja objęła przemysł rozrywkowy, dziesięć lat później wszystkie media, a następnie wkroczyła do życia codziennego. Dziś praktycznie każdy rodzaj informacji przetwarzany jest w sposób cyfrowy. Tak powstało społeczeństwo, w którym informacja zaczęła odgrywać dominującą rolę we wszystkich dziedzinach życia.

Informatyzacja zakończyła industrialny etap rozwoju cywilizacyjnego, opartego na dominacji przemysłu wytwórczego i wydobywczego, torując drogę gospodarce opartej na wiedzy. Rozwój „społeczeństwa informacyjnego”, jako cel modernizacji, stał się w wielu krajach elementem ideologii państwowej już w latach 60. XX wieku. Jednak stare nawyki administracji publicznej mają się całkiem dobrze.

Cyfrowa kontrola

Kontynuując absolutystyczną tradycję myślenia o państwie, biurokracja (w tym sektor militarny) wykorzystała narzędzia cyfryzacji do rozwinięcia systemów kontroli i nadzoru nad społeczeństwem. Opisany przez Michela Foucaulta w „Nadzorować i karać” ideał Benthamowskiego panoptykonu, budowli-systemu śledzącego każdy ruch człowieka, do niedawna niemożliwy do urzeczywistnienia ze względów technicznych, dziś staje się faktem.

Budowa wielkich systemów, gromadzących najróżniejsze informacje o obywatelach, przepływie danych i treści w internecie, to tylko niektóre przykłady dążenia państwa do wszechwiedzy i kontroli społeczeństwa.

Niezależnie od zakusów państwa rozwijała się gospodarka informacyjna. Informacja stała się przedmiotem wymiany w obiegu ekonomicznym, a dzięki cyfrowemu obrotowi informacją pojawiły się jasne i szybkie kryteria ocen jej rynkowej wartości. W tej sytuacji ochrona i kontrola informacji jako dobra o mierzalnej wartości finansowej stały się priorytetem w obrocie gospodarczym. Symbolem zmiany jest wzmożenie kontroli patentowej, zamykanie tzw. kodów źródłowych oraz systematyczne dążenie do poszerzania zakresu ochrony prawno-autorskiej, która dziś obejmuje okres życia twórcy i sięga aż 70 lat po jego śmierci.

Pierwszy etap tworzenia społeczeństwa informacyjnego w zasadzie utrwalał nawyki z epoki przemysłowej i doprowadził do tworzenia monopoli informacyjnych. Oznacza to, że instytucje państwowe i podmioty gospodarcze dysponują wielkimi zasobami informacji, które pozostają zamknięte. Nie można z nich korzystać lub dostęp do nich jest ograniczony w sposób czyniący informację społecznie nieużyteczną. Flagowym przykładem tendencji do monopolizacji informacji jest powstanie wielkiego obszaru „dzieł osieroconych”, które ze względu na niemożność ustalenia autorstwa w praktyce w ogóle nie mogą być legalnie wykorzystywane.

Uwolnić archiwa

Archiwum cyfrowe opiera się na trzech założeniach: głównym celem archiwum jest udostępnianie, dostęp do archiwaliów powinien być powszechny, niezależny od miejsca i czasu (pozbawiony barier geograficznych, finansowych, technicznych oraz bariery wiedzy), archiwum kieruje się zasadą jawności, budując repozytoria otwarte dla wszystkich.

Archiwum cyfrowe, gwarantując powszechny, otwarty i jawny dostęp do informacji, stanowi przeciwwagę dla wszelkiego typu systemów IT służących kontroli i nadzorowi. Widać to szczególnie dobrze na przykładzie skutków, które przyniesie archiwizacja dokumentów publicznych w postaci cyfrowej, zwanych „dokumentami elektronicznymi”.

Zgodnie z liberalną doktryną jawności działania państwa otwarty dostęp do informacji publicznych jest w Polsce prawnie zagwarantowany właściwie od momentu ich wytworzenia (wyłączone są tylko niektóre kategorie danych, np. materiały tajne oraz dane osobowe). W rzeczywistości jednak dostęp do informacji zapisanych na papierze jest niezwykle utrudniony i tylko obywatele naprawdę zdeterminowani korzystają z przysługującego im prawa.

Zastąpienie papieru materiałem cyfrowym oznacza całkowitą likwidację większości barier, otworzenie bezpłatnego dostępu do informacji w każdym miejscu i czasie. Dzięki cyfrowej archiwizacji dokument elektroniczny stanie się dostępny właściwie od momentu jego wytworzenia. Będzie można na bieżąco śledzić postępy danej sprawy w urzędzie.

Przyszłe archiwa dokumentów elektronicznych staną się systemami, przy pomocy których obywatele będą mogli kontrolować państwo i jego agendy.

Sprawa ta odkrywa jedną z istotnych cech archiwum cyfrowego. Nie jest to archiwum rozumiane tylko jako repozytorium starych informacji. Technologia pozwala na natychmiastową archiwizację materiałów w momencie ich wytworzenia. Zasada karencji, zgodnie z którą dokumenty niczym wino leżakują w urzędzie kilkadziesiąt lat, by następnie trafić do archiwum, zupełnie straciła sens. Archiwum cyfrowe należy zarówno do przeszłości, jak i teraźniejszości. Scyfryzowana informacja pozostaje ciągle żywa, łącząc strumień danych w jeden permanentnie aktualizowany ciąg.

Prawda pod lawiną wiedzy

Tak zdefiniowane archiwa cyfrowe będą pełniły funkcję gwaranta wolności w społeczeństwie informacyjnym. Jako powszechnie dostępne dla obywateli, repozytoria otwarte stają się przeciwwagą dla tworzonych przez państwo repozytoriów zamkniętych. Dzięki nim zostanie przełamany informacyjny monopol państwa i wszelkich innych instytucji. Będziemy mogli obserwować poczynania Wielkiego Brata i jego potencjalnych naśladowców. Zdawałoby się, że jest to z perspektywy nas wszystkich, ceniących wolność jednostki, idealne rozwiązanie. Jednak ma ono nieusuwalne wady.

Już Platon niepokoił się o wpływ technologii informacyjnych na indywidualną mądrość. Założyciel europejskiej filozofii zastanawiał się, czy konsekwencją powstania pisma nie będzie pozbawienie ludzi dążenia od samodzielnego myślenia i zapamiętywania.

Łatwy dostęp do informacji daje fałszywe poczucie mądrości. Pytanie, czy w zalewie coraz łatwiej dostępnej wiedzy będziemy chcieli myśleć samodzielnie?

Zauważmy, że greckiego filozofa nie niepokoiło to, że zachowana w ludzkim umyśle informacja zostaje zamazana przez ułomności pamięci, by zniknąć w chwili śmierci. Utrwalanie informacji jest drugorzędne wobec dążenia do Prawdy, a archiwizacja wiedzy i Prawda wcale nie idą w parze.

Cóż by powiedział Platon wobec nieograniczonego i powszechnego dostępu do wszelkich zasobów wiedzy? Czy ogrom informacji, po którą bez wysiłku sięgamy przy użyciu elektronicznych urządzeń mniejszych niż papirusowe zwoje, nie zniszczy w nas woli mądrości i prawdy? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na te pytania. Jeszcze trudniej ocenić przyszłe konsekwencje otwartego dostępu. Lawina plagiatów, z którą spotykają się nauczyciele, zasypywanie pracami tworzonymi ze strzępów informacji znalezionych w internecie uaktualniają wyrażone dwa tysiące lat temu obawy Platona. Z drugiej strony, cyfrową informację równie łatwo kompilować, jak analizować. Odpowiedni system wykrywania zapożyczeń pozwoliłby łatwo odseparować jednostki kreatywne od tych, które nie potrafią myśleć samodzielnie. A to z kolei mogłoby twórcę idei państwa zarządzanego przez filozofów niezwykle ucieszyć.

Nieśmiertelne dane

Informacja utrwalona przy użyciu energii ma często niedostrzeganą cechę – jest „nieśmiertelna”. Łatwość kopiowania danych cyfrowych oraz skala multiplikacji dokonywanej w sieci o rozproszonej strukturze powoduje, że raz powielone pliki zostaną „na zawsze” przechowane i udostępnione. Wbrew obawom, że pewnego dnia wirtualne uniwersum zniknie, doświadczenie uczy nas, że łatwiej daną informację cyfrowo zapisać niż ją później usnąć. Każde repozytorium cyfrowe może być bez problemów skopiowane do innej lokalizacji z gwarancją pełnej zgodności danych. W praktyce oznacza to, że tak długo, jak będziemy zasilali je energią, archiwum cyfrowe będzie trwało.

„Nieśmiertelność” danych w połączeniu z ogólną dostępnością i prostotą obsługi oznacza, że archiwum cyfrowe może w przyszłość stać się dla zarządzającej nim wspólnoty „pamięcią absolutną”. Powiedzmy, że poszukujemy przodków. W tradycyjnym archiwum czeka nas żmudny proces poszukiwania ksiąg metrykalnych, wertowania indeksów, odczytywania rękopisów. Badania genealogiczne są trudne i stanowią domenę specjalistów. Nawet jeśli zakończymy je sukcesem, niewiele dowiemy się o życiu naszych antenatów. Chcąc poznać szczegóły biografii, musimy sięgać po nowe materiały i rozpocząć kolejny etap pracy.

Archiwum cyfrowe nie zna takich problemów. Na zadane pytanie dostaniemy natychmiastową, pełną i wyczerpującą odpowiedź dotyczącą wszystkich materiałów znajdujących się w repozytorium. Dzięki temu dojdzie do nieznanego wcześniej utrwalenia pamięci społecznej.

W społeczeństwie dysponującym archiwum cyfrowym nie będzie znane powszechne dziś zjawisko zacierania się pamięci o przodkach. W informatycznej „wiosce globalnej” wszystko zostanie zapamiętane.

Dla osób, których przodkowie dokonywali czynów chwalebnych, będzie to niezwykle pomocne. Ale historia nie jest wypełniona jedynie wzniosłymi momentami. Archiwum cyfrowe, zgodnie z zaprogramowanymi procedurami, bezlitośnie odnotuje i odtworzy wszelką zapisaną informację. W ten sposób stracimy możliwość zapominania o przeszłości.

Uwolnimy historię od kłamstwa i wreszcie ujrzymy przeszłość taką, jaka naprawdę była – powiedzą niektórzy. Być może. Ale czy społeczeństwo będzie w stanie żyć obarczone jarzmem pamięci absolutnej? Czy okropieństw nowoczesności nie byliśmy w stanie przeżyć właśnie dzięki zapominaniu? Czy zdołamy nieść brzemię win przodków, o których pamięć nigdy nie zostanie zatarta? Z tymi problemami będzie musiała się zmierzyć przyszła polityka pamięci, która zdaje się mieć przed sobą świetlaną przyszłość.

 

Tekst jest fragmentem większego eseju „Podstawowe problemy archiwistyki cyfrowej”, który ukazał się w książce „Narodowe Archiwum Cyfrowe. Wizja, projekt, ludzie”. Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji portalu www.culturecongress.eu

© Narodowe Archiwum Cyfrowe www.nac.gov.pl