tematy /

Poza Szengenią

AAA

Rozmowa z Tanją Ostoić

O projekcie „Looking for a Husband with EU Passport”, ekskluzywności i polityce imigracyjnej Unii Europejskiej opowiada serbska artystka, Tanja Ostojić.

W swojej sztuce poruszasz temat „lepszej” i „gorszej” Europy. Jeden z Twoich projektów dotyczył nielegalnego przekraczania granic państwa.

Jeszcze lepszym przykładem jest mój interaktywny projekt strony internetowej „Looking for a Husband with EU Passport”. Mimo że projekt już się zakończył, a ja jestem po rozwodzie i bez tego „lepszego” paszportu – fizyczne, polityczne i ekonomiczne granice Unii Europejskiej wciąż są dla mnie tematem badań i prowokacji.

To specyficzne prowokacje. „Szukam męża” było skrajnym upolitycznieniem tego, co prywatne, intymne.

Jako prawdziwa feministka to właśnie robię: upolityczniam swoją sytuację osobistą. Realizując ten projekt, wykorzystałam własny paszport – jako dowód mojego społecznego i politycznego istnienia oraz własne ciało – z wszystkimi jego płciowymi, rasowymi i wiekowymi wyróżnikami. Takie było założenie: przez własne ciało i przez osobistą historię sproblematyzować wszystkie restrykcje związane z wizami, pozwoleniem na legalny pobyt i pracę, swobodą poruszania się i prawem obywatelstwa krainy „Schengenii”.

Projekt trwał pięć lat, zaczęłam go w sierpniu 2000 roku od zamieszczenia ogłoszenia. Potem były setki listów, wybieranie kandydata, pierwsze spotkanie z przyszłym mężem – zaaranżowane jako publiczny performance, ślub, przeprowadzka do Düsseldorfu, a w końcu rozwód („Divorce party” otwierała moją wystawę „Tymczasowy Urząd Projektu Integracyjnego” w Project Room Galerii 35 w Berlinie). Towarzyszyły temu wielokrotne wizyty w ambasadzie, niezliczone wnioski o wizy, rozmowy z policją imigracyjną i wszystkie te sprawy, przez które musi przejść ktoś, kto chce przez małżeństwo dostać się do lepszego, unijnego świata. Mnie się nie udało, nie dostałam nawet karty stałego pobytu. Tak to pokrótce wyglądało. Żeby uzyskać prawa, które według przepisów Unii Europejskiej mi nie przysługują – świadomie i dosłownie zastosowałam strategie stojące poza prawem. Podobnie jak w projekcie „Nielegalne przekroczenie granicy” z 2000 roku, ta taktyka miała unaocznić iluzoryczność i wybiórczość szlachetnych zasad demokracji.

Tej pracy szczególną siłę nadaje perspektywa kobieca. Gdyby jakiś artysta zrealizował męską wersję projektu, coś w stylu „Looking for a Wife…”, czy efekt byłby równie mocny?

Na to pytanie nie opłaca się odpowiadać hipotetycznie, byłoby ciekawie spróbować [śmiech]. Zarówno w moim archiwum „Projektu integracyjnego”, jak i w ręcznie wykonanym tomie „Wedding Book”, znajdują się wypowiedzi ludzi, którzy również zdecydowali się na małżeństwo, żeby dostać unijne papiery. Jest wśród nich artysta z Prištiny, który ożenił się w Berlinie i mężczyzna z Belgradu, pracownik kultury, gej, który wziął ślub w Brukseli. Różnica polega na tym, że oni nie zamienili swoich decyzji i swoich ślubów w sztukę. W dokumentacji projektu są też trzy przykłady interwencji przeprowadzonych na moim ciele – na fotografii mojego ciała towarzyszącej ogłoszeniu „Szukam męża” – przez członków organizacji gejowskich z Belgradu. Po tych przeróbkach mój anons czyta się jak ofertę mężczyzny albo transseksualisty, który szuka męża z unijnym paszportem. Cała historia staje się dzięki temu jeszcze bardziej kompleksowa, szczególnie kiedy pamięta się, że bycie homoseksualistą w Serbii wciąż jest tabu, a członkowie gejowskiej społeczności pozostają pod straszną presją i często są przedmiotem agresji.

Czy zależało Ci na tym, by ten projekt miał charakter bezpośredniej interwencji?

Chciałam przede wszystkim wyraźnie opowiedzieć o ekskluzywizmie „Schengenii”. I pokazać jedną ze strategii przekraczania granic, którą już od ponad stu lat zmuszeni są stosować emigranci na całym świecie. Media i dyskryminacyjne przepisy unijne, które są jakąś formą nowego kolonializmu, bardzo często traktują emigrantów jak abstrakcyjną, wyobcowaną z reszty społeczeństwa, jednolitą grupę. Ważnym aspektem mojej pracy jest przeciwstawienie osobistej i bezpośredniej wypowiedzi takiemu abstrakcyjnemu spojrzeniu. Oprócz pokazania siebie samej i mojej prywatnej historii zbierałam też osobiste historie innych ludzi. Wszystko po to, by publiczność miała dostęp do różnych, indywidualnych punktów widzenia i zdała sobie sprawę z powagi tematu. Żeby widz mógł się utożsamić: ze mną, z nimi, z nami.

W jaki sposób sztuka, którą tworzysz funkcjonuje w przestrzeni publicznej?

Myślę, że dość dobrze: zazwyczaj nie kończy się na wystawach w instytucjach kultury. W sztuce cenię rzeczy, które są precyzyjne, głęboko uzasadnione politycznie i społecznie, i realizowane w jakimś konkretnym celu. Ważne jest dla mnie poczucie humoru i konsekwencja, ale też gotowość podjęcia ryzyka i przyjęcia na siebie odpowiedzialności, wreszcie empatia. Przestrzeń publiczna jest dla tak rozumianej sztuki naturalnym kontekstem.

Rozmawiał Goran Injac
Tłumaczyli Goran Injac i Joanna Wichowska

 

Fragment wywiadu opublikowanego w 30. numerze pisma Dwutygodnik.com

odsłuchaj zawartość strony wersja do druku