wolna strefa / strefa NGO

Bytom: Stalker Dośśląski

Instytut Reportażu

Cementownia Grodziec to jest taka moja Zona, a Silos to moja komnata. Ludzi do niej prowadzę – mówi Marcin Doś, twórca bytomskiej inicjatywy Alternatif Turistik w tekście Moniki Kokoszyńskiej (Polska Szkoła Reportażu).

Jak to się zaczęło? Macha rękami i mówi, że nie wytłumaczy. Że już taki charakter jego działalności, że nie miał początku lub początek nie jest ważny, a już na pewno nieważna jest żadna ideologia. Kiedyś poproszono go, aby napisał tekst, zachęcający ludzi, żeby przyszli na piknik industrialny, który współorganizował. Jedyne co był w stanie wymyślić, to: weź koc, wałówkę i przyjdź.

– Bo co miałem napisać? – pyta. – Będzie piknik, będziemy siedzieli i patrzyli na komin i będzie zajebiście. Potem przejdzie chmura albo z komina poleci dym. To co ważne, to działanie, nie gadanie. Chodziłem po fabrykach, jacyś ludzie mnie namierzali, to ich oprowadzałem. A potem dziennikarze przykleili mi łatkę, że robię wycieczki. Że jestem jakimś prekursorem mody na industrial, a to jest kit. Po prostu lubię fabryki.

fot. Henryk Prond

Przystanek – Będzin

Będziński Stalker (przez całe jego przedramię ciągnie się tatuaż z tytułem filmu Tarkowskiego) pierwsze, co nam pokazuje, to panoramę miasta. Okryta szarym kocem dymu i mgły, który gdzieniegdzie przebijają kominy i bloki.

– Nie pytam ciebie, czy lubisz fabryki, ale skoro mnie namierzyłaś, to ci pokażę, co zechcesz. Ale nie zamierzam tu spełniać jakichś oczekiwań…

Na spotkanie przychodzi z płóciennym workiem na plecach, z którego wystaje na oko dziesięć kijów golfowych. Dżinsy, kurtka w moro, mocne buty. Pykanie w kulki w industrialu jest obecnie, jak mówi, jednym z jego ulubionych zajęć. Poza off-golfem jest ich więcej. Wszystkie są dla niego ważne i, jak twierdzi, powstały z potrzeby samozaspokajania. Alternatif Turistik – oprowadzanie po fabrykach, TOZI – Towarzystwo Obrońców Zabytków Industrialnych, strona internetowa bedzinbeat.com. Poza tym jest pomysłodawcą, współorganizatorem, a czasami tylko (lub aż) dobrym duchem wielu efemerycznych imprez i inicjatyw na Śląsku i w Zagłębiu.

– Wszystko, co mi się rodziło w głowie, to gdzieś stąd, tym nasiąkłem – mówi. – Może dlatego, teraz, jak górala do gór, mnie do tych fabryk ciągnie?

- W tle jest huta Katowice, pięknie wschód słońca widać na tle tych kominów. W tamtych garażach, na piętrze pierwsze imprezy rozkręcaliśmy. Tam jest największe osiedle – Syberka, tam mieszkałem jako dzieciak, tu się wszystko zaczęło – Będzin.

Początek, którego nie było, to rok około 98. – Była grupa ludzi – mówi Doś – mieliśmy te naście lat, a do wyboru albo klatka, albo ławeczka. Siedzimy i nic nie robimy, albo sobie coś wymyślamy i inaczej jakoś spędzamy czas. Jeździmy na jakieś wypady, na jakieś fabryki, jakieś w piżamach lub prawie na golasa po fabrykach latanie. Jak by się tego nie robiło, no to po prostu padaka, budka z piwem by została, dokładnie, i żulerka, i w ogóle bez horyzontów.

Płonąca hałda

fot. Henryk Prond

Fotki z latania po fabrykach, oraz z imprez, które rozkręcali, umieszczali w Internecie. Potem wrzucali wszystko, co ich interesuje. Tak powstał Będzin Beat.

Bedzinbeat.com – magazyn niby-prowincjonalny, to podobno społecznościówka jeszcze sprzed fazy myspaców i facebooków. Nie byłoby go bez innej kultowej postaci – Dominika Cymera. W podstawówce Marcin i Dominik byli w jednej klasie. Dominik miał ciągotki w kierunku designu i komputerów, Marcin był bardziej aktywny w realu.

Przystanek – Zona

– A teraz jedziemy do sławnego Rezerwatu Indunature. Rezerwat – poprzednia nazwa: cementownia Grodziec – powstał w 1858 roku. Robiono tu cement portlandzki, a potem w 1979, interes zamknięto. Od tamtej pory ściany, skute i osłabione przez złomiarzy, w większości się zawaliły. Na nielicznych zachowanych dachach wyrosły drzewa. Z czasem i betonowymi bobrami najlepiej radzi sobie olbrzymi silos – ma ściany na pół metra i wspaniałą akustykę wewnątrz.

U Tarkowskiego Stalker oprowadza po Zonie, zamkniętej strefie ze spełniającą marzenia komnatą w środku.

– Mam taką bajkę – mówi Doś, gdy stoimy wewnątrz walca, a głos rozchodzi się jak w operze – że cementownia Grodziec to jest taka moja Zona, a Silos to moja komnata. Ludzi do niej prowadzę.
Ale na oprowadzaniu się nie kończy, bo przyszedł mu pomysł na książkę „Indunature", a żeby ją wydać spiknął się z Centrum Sztuki Współczesnej Kronika z Bytomia, jedną z ciekawszych i odważniejszych dziś galerii pokazujących współczesną sztukę.

"Indunature" miała być – owszem – podsumowaniem tego, co Marcin robi, ale przede wszystkim odpowiedzią na pytanie, na czym polega nowa, postindustrialna specyfika Górnego Śląska.
– Jak zaczynałem oprowadzanie, lat temu prawie dziesięć, to mało kto wiedział, co to takiego loft. Wówczas byliśmy na etapie pytania, czy Śląsk i Zagłębie ma w ogóle jeszcze jakiś potencjał, czy tylko problemy? Wszyscy wiedzieli, że tu są te pozamykane fabryki, ale jedyne pytanie, jakie stawiano, to: cholera, a co my z tym zrobimy?

– Sporo się już zmieniło. Coraz więcej ludzi jest zainteresowanych industrialem, jest coraz więcej mniejszych lub większych zdarzeń. Ludzie adaptują przestrzenie i albo zaczynają w nich mieszkać, albo w nich pracują, choć to już nie fabryki.

Jego mottem stało się hasło podpatrzone w jednej z hal: „Obiekt zabytkowy, wstęp wzbroniony”. Przyznaje, że fizycznie nic nie uratował, choć ma przeczucie, że wpłynął na świadomość. Kiedyś, oprócz oprowadzania, chodził na miejskie zebrania, konferencje jakieś. Zdarzały się ostre dyskusje z konserwatorami czy politykami. Już tego nie robi. Przez ten czas zbyt wiele obojętności obserwował. I zbyt wiele razy czuł żal, że znowu coś bez sensu, za to wbrew obietnicom, wyburzyli, coś zniknęło z krajobrazu.

Marcin Doś

fot. M. Śląska

Gdy opuszczamy Zonę, pokazuje duży namalowany farbą znak na ścianie – „obiekt zabytkowy”. Inni ludzie też tak oznaczają „swoje” miejsca. Może ktoś zauważy, wpisze mu się w świadomość, może trudniej będzie mu zburzyć?

Hasło Alternatif Turistik: „Last Minute. Każda następna wycieczka może nie zobaczyć tego, co poprzednia".

Przystanek – wieża Eiffla

– Oto jest perła – szyb Krystyna… Zachowały się chyba trzy tego typu szyby kopalniane. I co? Obiekt do rozbiórki, grozi zawaleniem, nie da się wejść. Więc każdy na wstępie podpisuje oświadczenie, że żąda wpuszczenia na własną odpowiedzialność i wie, że może mu coś spaść na głowę. Ale tego właśnie chce. Nawet kolejki były, jak w ramach Alternatif Turistik robiliśmy tu zwiedzanie. Piękne miejsce, to jest bytomska wieża Eiffla dla mnie.

A z Alternatif Turistik to było tak. Do wspólnego tworzenia książki Doś zaprosił znajomych, ze Śląska i spoza regionu. Zaprojektował ją Dominik Cymer, a wydała Kronika. Przy okazji, razem z galerią wymyślili – pod szyldem „Alternatif Turistik – uśmiech z destrukcją w tle” – imprezę z piknikami, spacerami, warsztatami, koncertami, rozgrywkami off-golfa i wystawą (kwiecień–maj 2009). Kupili 20 rowerów (miasto pomogło), więc były też wycieczki cyklistów i artystów z przewodnikami.

Po zakończeniu imprezy nazwa „Alternatif Turistik” zaczęła żyć własnym życiem. A potem książka „Indunature" dostała nagrodę za projekt graficzny w konkursie „Śląska rzecz”.

Przystanek – Loft

– Teraz w prawo. Tu mieszka Przemo Łukasik, zajebiste miejsce, to była lampownia, tam –korytarz do szybu Zakładów Górniczo–Hutniczych "Orzeł Biały" w Bytomiu. Przemo to zaadoptował, 200 metrów, nic nie budował i jest pięknie. Żeby było śmieszniej, ten pierwszy loft w Polsce to ostatnie miejsce pracy mojego dziadka.

Jego życiem – mówi – kieruje okresowość. Było oprowadzanie. Było organizowanie imprez. Teraz jest faza kamerowania (nie zgadza się, żeby nazywać go operatorem, bo w szkole filmowej w Katowicach skończył „tylko” produkcję).

W 2005 z Piotrkiem Wilczyńskim, „Kurusem”, Doś odbył wycieczkę tramwajową ze wschodu na zachód Górnego Śląska. 50 kilometrów tramwajami. Taki trip to była nowość nawet dla Dosia. Podczas tej wycieczki wymyślili TOZI.

W „Indunature" Doś tak o TOZI napisał: „Zasadniczym celem TOZI jest utrwalanie tego, co nas otacza. Najważniejsze są emocje wywoływane przez industrial i ich zachowanie poprzez obrazy, zdjęcia, filmy, zapiski, dokumentację historyczną i inne formy ocalenia resztek industrialnej potęgi Śląska i Zagłębia. Pamiętaj, że industrial to nie tylko fabryki, rozejrzyj się dookoła…”

To miało być oficjalne stowarzyszenie, z pieczątkami, zebraniami, wizytówkami.

– Przestraszyłem się, że mi to podetnie skrzydła – mówi Doś. – Na pierwszym spotkaniu z potencjalnymi członkami okazało się, że zjawili się politycy, dziennikarze, że ktoś mi mikrofon przykłada do buzi. Jeszcze nie powiedzieliśmy słowa, a ja już miałem odpowiedzieć, jak to będzie wyglądało i co osiągnę. Pomyślałem: jak ja zrobię imprezę na 30 osób w Silosie, na cementowni, gdy będę miał stowarzyszenie? Oficjalne, legalne i tak dalej. Nie będzie na to szans. Więc TOZI formalnie nie powstało.

No to jak wygląda działalność TOZI? – Na przykład robimy ustawkę, hasło jutro o 11.00 na fabryce. I potem kończy się to koncertem albo gramy w golfa, albo jedni jadą do lasu, a inni idą na fabrykę…

Przystanek – Koksownia Jadwiga

– Tu, na tle koksowni był koncert. Ustawiliśmy głośniki i kolega z gitarą zagrał dla paru osób. To był Paweł Kluczyński: on ma taką zajawkę, że lubi nawet sam przyjechać i sobie zagrać w industrialu.

Koncer Pawła Kluczyńskiego

fot. Henryk Prond

Kiedyś Doś przyjechał z ekipą z Warszawy zwiedzać czynną koksownię „Przyjaźń”. Przyjęto ich nieufnie. Pracownicy, którym zdarza się oprowadzać dziennikarzy, czy studentów politechniki, pytali: ale kim oni są? Kogo reprezentują? Mówili, że po prostu lubią oglądać fabryki. Gdy zaczęli się zachwycać, że rury takie fajne i pięknie się plączą – robotnicy wiedzieli, że nie skończy się na zwiedzaniu z okien busika. Podobno byli pierwszą taką wycieczką. No, że po prostu do „Przyjaźni” jako turyści przyjechali.

Doś ciągle słyszy: słuchaj, zrób biuro turystyczne, stronę internetową, ofertę.

– No i co – pyta – potem będzie: a masz licencję na przewodnika? A opłaty jakie brać? Wiesz co, są rzeczy, w których nie rozgraniczam pracy od życia. I są sytuacje, w których robię coś, co jest pracą. Jeśli chodzi o Alternatif Turistik to ona jest w tej pierwszej szufladzie. To jest jakby bezpośrednio z moim życiem związane. I nie będę ci mówił, z czego żyję i jak żyję, bo to jest czasem i dla mnie zagadka.

Na pożegnanie powie, żeby go podpisać Marcin Dośśląski. Nie przez miłość do regionu, a do kobiety. Tak się składa, że jego dziewczyna na nazwisko ma Śląska. Mówi o niej „moja Śląska”.

Monika Kokoszyńska

Tekst (i towarzysząca mu ankieta) jest częścią cyklu reportaży opisujących oddolne inicjatywy kulturalno-społeczne w różnych polskich miastach. Został napisany specjalnie dla EKK w ramach Polskiej Szkoły Reportażu działającej przy Instytucie Reportażu w Warszawie.