wolna strefa / strefa NGO

Instytut Reportażu: Kultura jest kosztowna - ankieta

AAA

Lena Dula, twórczyni i prezeska trójmiejskiego Stowarzyszenia A Kuku Sztuka, bohaterka artykułu Kamila Kaczmarskiego „Kultura jest kosztowna” odpowiada na pytania opracowane przez studentów Polskiej Szkoły Reportażu.

Imię, nazwisko, wiek: Lena Dula, trzydzieści dwa lata, córka ekonomistki i kapitana żeglugi wielkiej; stąd bakcyl podróży.

Moje miejsce urodzenia: Trójmiasto.

Moje miejsce dzisiaj: Trójmiasto. Pracuję w Gdańsku, Sopocie i Gdyni. Największym problemem lokalnym nie są pieniądze czy pozyskiwanie funduszy, ale brak promowania metropolii trójmiejskiej jako całości, a jest ona unikatowym na skalę Polski zjawiskiem. W zjednoczeniu tkwi ogromna siła, a traktuje się je jako zagrożenie. Absurdem jest dla mnie fakt, że Gdańsk przy swoim potencjale ma tak słabą infrastrukturę lokalową – wszystkiego jest za mało. Powinien obrać kierunek Barcelony czy Berlina i ożywić dzielnice. Można do tego wykorzystać nawet z pozoru nieatrakcyjną infrastrukturę blokowisk. Nie może być tak, że kiedy z miasta wyjeżdżają turyści, wiatr hula po ulicach, miasto staję się automatycznie pół-martwe. Te uwagi dotyczą również pozostałych dwóch miast. Trójmiasto powinno być kulturalnym tyglem - otwartym na świat, z szerokimi horyzontami. W tę wizję wierzę i próbuję ją we własnym zakresie realizować.

Jestem... tak, zdecydowanie jestem.

Robię... kulturę. Często na koncertach, gdy wszyscy się bawią, idę na backstage i sprawdzam na przykład, jaka firma stawia światła. Taka mała choroba zawodowa. Mam też obsesję na punkcie druków. Gdziekolwiek widzę plakaty i ulotki, dotykam ich i sprawdzam gramaturę papieru. Czasem czuję się, jakbym była bez przerwy w pracy i właściwie jestem.

Byłam... mocno koncentruję się na tym, że jestem.

Będę... nie wiem, kim będę. Kultura i sztuka są bardzo wymagające i niestabilne. Dlatego część ludzi rezygnuje, nie wytrzymuje intensywnego tempa pracy. Ale ta niestabilność to nasz jedyny pewnik. Planuję na 2011, nie dalej. Zrobimy kolejne projekty mobilne, Film od Morza, CudaWianki, Transvizualia. Będą też dwa nowe wydarzenia w lipcu. Stowarzyszenie nie stoi w miejscu, jest progresywne i to daje mi i moim współpracownikom ogromną satysfakcję.

Kultura to... często ludzie przychodzą do A Kuku z pomysłami na imprezy, które nie mają sensu, bo nie robisz kultury dla samej kultury. Robisz ją dla ludzi, ale niekoniecznie w łatwy czy oczywisty sposób. Chodzi o to, żeby się przełamali i wykonali krok w jej kierunku. Tak rozumiem kulturę dla ludzi. Przekraczanie granic, a nie kreowanie łatwej rozrywki w zastępstwie telewizji. Nie ma kultury bez włożenia w nią dużego wysiłku – zarówno ze strony twórcy, jak i odbiorcy.

Polska to… za mało kultury pod każdym względem.

Europa to… sen na jawie o zjednoczeniu ponad podziałami.

Moja okolica zaczyna się… wszędzie, gdzie czuję się dobrze, może być za rogiem, może być 1000 km dalej, lubię przesuwać granice – szczególnie mentalne.

Moja okolica się kończy… tak naprawdę nie wiem gdzie, koniec oznacza ograniczenie.

To, co robię jest ważne... na tyle, o ile jest ważne dla ludzi. Kultura powinna wywoływać w nich emocje, bo najgorsza jest obojętność.

Film, który zrobił na mnie ostatnio duże wrażenie... duże wrażenie zrobił na mnie „Czarny łabędź” Aronofsky’ego. Ostatnio pochłonął mnie także serial „Sześć stóp pod ziemią”, mimo awersji do telewizji i estetyki łatwego i przyjemnego show. O dziwo zachwycił mnie również „Transformers” – bardzo szanuję nowe technologie i rozmach realizacji, przy których pracują setki świetnie skoordynowanych osób. Amerykanie są mistrzami pracy zespołowej, w przeciwieństwie do Polaków.

Książka... „Doktryna szoku” Naomi Klein wprowadziła mnie w konsternację już po pierwszym rozdziale – ze względu na prezentowane tam fakty i skalę oczywistej manipulacji. Czytam dużo czasopism. „Machina”, „K MAG”, „Kino”, „Film”, kwartalniki o dizajnie, sztuce i programy festiwali. Nie mam za dużo czasu na czytanie fabuł, większość rzeczy kolekcjonuję i przeglądam pod kątem pracy.

Największy wpływ wywarła na mnie... nie było osoby, która wywarła na mnie szczególny wpływ, jeśli chodzi o kwestie zawodowe. Animatorką kultury zostałam właściwie przez przypadek. Studiowałam polonistykę oraz produkcję filmową i telewizyjną. Spróbowałam jako studentka i okazało się, że potrafię. Od tego momentu jestem konsekwentna. U niektórych osób tego typu sformułowanie wywoła z pewnością zdziwienie, ale kreatywną animację kultury uważam za formę sztuki. Wymaga koncepcji, wyobraźni i zaangażowania, wrażliwości, otwartości, wielu cech, które wprost definiują artystów.
Inna kwestia – dobrym, uznanym animatorem można zostać tylko dzięki praktyce, ciężkiej pracy, poprzez realizację konkretnych, autorskich projektów. Nie widzę innej drogi. Jest to także praca jak każda inna i duże wyzwanie. „Niosę kaganek oświaty”, „działam u podstaw”, co oznacza, że tworzę, jestem kreatywna, w ruchu, szybko reaguję na zmiany, obserwuję otoczenie – to jest ciekawe i uzależniające zajęcie. Chcę pokazać też drugą stronę medalu, pracę i zaangażowanie, o których ludzie często zapominają. Myślą, że kultura jest nieskomplikowaną działalnością, nie wymagającą szczególnych predyspozycji, a jest zupełnie inaczej. Obecnie wymaga m.in. posiadania ultraspecjalistycznej wiedzy i bardzo dobrego refleksu.

W ciągu tego roku chciałabym… z sukcesem zrealizować wszystkie moje projekty, szczególnie te nowe, które zawsze zaczynają się od białej kartki i z niecierpliwością czekam na rezultat, który nie zawsze jest przewidywalny.

Za pięć lat chciałabym… nadal mieć pasję w sobie i masę pomysłów, bez syndromu wypalenia iść do przodu.

Ankieta jest uzupełnieniem tekstu Kamila Kaczmarskiego „Kultura jest kosztowna”, będącego częścią cyklu reportaży opisujących oddolne inicjatywy kulturalno-społeczne w różnych polskich miastach. Cykl powstał specjalnie dla EKK w ramach Polskiej Szkoły Reportażu działającej przy Instytucie Reportażu w Warszawie.

odsłuchaj zawartość strony wersja do druku

TAGI: Instytut Reportażu, Polska Szkoła Reportażu, Gdańsk, Trójmiasto, Lena Dula