idea / Europa, scenariusz Baumana

Przypadkowy przechodzień

Maciej Wiśniewski

Zygmunt Bauman pytany o własne życie, odpowiada, że „jest najnudniejszym z tematów, o jakich mógłby i chciałoby mu się mówić”. Choć jest jednym z najlepszych storytellers współczesnej socjologii, zarzeka się, że nie potrafi opowiadać historii o sobie.

Według wielu, żaden inny socjolog nie jest w tak bliskim kontakcie z Zeitgeist, czyli „duchem czasów”, a jego analiza – tak blisko codziennego życia. Bo pisząc eseje o ludziach starannie im się przygląda. Sam jednak nie lubi być obserwowany. Nie krył niezadowolenia, gdy jeden z kolegów napisał impresję z bliższej obserwacji jego prywatnego życia.

Zapytany, zwykle odpowie pytaniem, a poproszony o opinię, najczęściej zacytuje innego autora. A jednak powszechnie uważany jest za jednego z najwybitniejszych i najbardziej wpływowych myślicieli społecznych na świecie. Jego pojęcia – jak czytamy w uzasadnieniu przyznanej mu w zeszłym roku prestiżowej Nagrody Księcia Asturii w dziedzinie Komunikacji i Nauk Społecznych – „są wybitnie wartościowymi instrumentami dla zrozumienia otaczającego nas świata, który zmienia się w zastraszającym tempie”.

To nie ja myślę, to myśli się myślą

Jego najważniejsze prace to „Prawodawcy i tłumacze” (1987) oraz „Nowoczesność i Zagłada” (1989). W pierwszej pioniersko analizował postmodernizm jako fenomen intelektualny, druga, przyjęta początkowo niezwykle chłodno, należy dziś do dziesiątki najczęściej cytowanych książek o Holocauście. Dowodził w niej, że Zagłada nie była chwilowym wybuchem irracjonalności czy też efektem niemieckiego barbarzyństwa, ale logiczną konsekwencją rozwoju nowoczesności. Ale, choć uważa się go za jednego z „proroków” postmodernizmu, nigdy nie był jego apologetą. Po krótkim okresie fascynacji porzucił ten termin i ukuł nowy – „płynną nowoczesność”.

Przechodząc w 1990 roku na emeryturę ze stanowiska kierownika katedry socjologii na Uniwersytecie w Leeds, powiedział sobie, że miast dla kolegów po fachu, będzie odtąd pisać dla „zwykłych” ludzi. Zmienił strategię, stawiając na bliższy kontakt z life-world, zamiast opasłych zaczął wydawać małe książeczki (Büchleins) i ze standardowego badacza przekształcił się w „pisarza socjologii”. Od kilkunastu lat wydaje się pisać jedną i tę samą książkę o zmianie stanu nowoczesności. Zgodnie z jego analizą, nie tylko władza przepływa w ręce sił ponadnarodowych, ale i rozpływają się stare instytucje „łado-twórcze”, w wyniku czego pozostawieni jesteśmy bez stałych punktów odniesienia, skazani na indywidualne poszukiwania płynnych tożsamości i norm.

To opus maior publikuje niejako odcinkami w kolejnych Büchleins takich jak: „Sztuka życia”, „Wspólnota. W poszukiwaniu bezpieczeństwa w niepewnym świecie”, „Płynne życie”, „Zindywidualizowane społeczeństwo”, „Konsumowanie życia”, „Płynne czasy. Życie w epoce niepewności”, „Płynny lęk”, „Społeczeństwo w stanie oblężenia”, itd. Pytany o etapy twórczości, wiodące tematy i zróżnicowanie pod względem ich ujęcia, odpowiada:

„Nie łatwo byłoby mi wskazać taką cezurę, gdybym próbował. Ale nie próbuję. Moje zainteresowania same z siebie się jakoś rozgałęziają i pączkują, czy jak to pisał Gilles Deleuze ‘kłączują’. Małą mam nad tym kontrolę i w małym stopniu wynika to z góry powziętych postanowień. Jak sugerował Claude Lévi-Strauss – ‘to nie ja myślę, to myśli się myślą’”.

Mimo upływu lat nie zamierza odpoczywać: każdego roku publikuje kolejne dwie, trzy książki, pisze niezliczone artykuły, przygotowuje obszerne wstępy i posłowia do prac innych autorów. Równie hojnie udziela wywiadów, traktując tę formę za ważne narzędzie popularyzacji swoich poglądów. Zazwyczaj woli je w formie pisemnej, wychodząc z założenia, że jeśli pytający rzeczywiście chce wiedzieć, co pytany sądzi o danych sprawach, jest to o wiele bardziej efektywne rozwiązanie. Tak m.in. powstał najnowszy tom „rozmów” – „Living on Borrowed Time” („Żyjąc w czasie pożyczonym”) – przygotowany przez meksykańską socjolożkę Citlali Rovirosę-Madrazo, w których Bauman skondensował swe poglądy na różnorodne zagadnienia, dotyczące m.in. państwa opiekuńczego, kryzysu finansowego i konsekwencji „kultury kredytu”, czy biotechnologii.

By zdać sobie sprawę z tempa jego wypełnionego po brzegi pracą życia, wystarczy spojrzeć na kalendarz jednego miesiąca: w końcu października 2010 roku, po odebraniu Nagrody Księcia Asturii, spędził kilka dni w Hiszpanii, głównie udzielając wywiadów, zaraz potem wziął udział w wideokonferencji z Buenos Aires, następnie kilka dni przebywał na zaproszenie w Polsce, dalej w Leeds, tylko po to, by obsłużyć kolejne wywiady prasowe i telewizyjne, kolejny wyjazd do Bratysławy i Wiednia, i znów kilka dni w Polsce, z powrotem do Leeds, i znowu Polska z „maratonem” spotkań z okazji, przypadających na 19 listopada, jego 85. urodzin...

Zapytany o najbliższe plany, odpowiada: „Obecnie głównie komponuję kolejne odczyty i jeżdżę z nimi po świecie. Za parę miesięcy ukaże się zbiór moich ostatnich esejów „Collateral Casualties of Inequality” („Uboczne ofiary nierówności”). Piszę także, sporadycznie, „dziennik niecodzienny” – komentarze „na gorąco” do kolejnych zwrotów i zakrętów świata, w miarę ich intelektualnego oswajania. Jak daleko uda się to posunąć – bóg jeden raczy wiedzieć...”.

Pesymizm Intelektu – Optymizm Woli

Na pierwszy rzut oka z socjologicznej literatury Baumana zionie głęboki pesymizm. Na próżno właściwie szukać w niej dobrych wieści – jego krytycyzm i sceptycyzm wobec otaczającego nas świata wydają się bezbrzeżne, pozostawiając czytelnika w poczuciu bezradności. „Cierpimy dziś wszyscy z racji rozwodu mocy (Macht) z polityką (Politik). Miotamy się w potrzasku między mocami zdolnymi coś zmienić, lecz tak naprawdę niechętnymi działaniu na rzecz zmiany z powodu ograniczeń, jakie zmiana by na ich swawolę nałożyła, a instytucjami niezdolnymi do naprawy, bo wyzutymi i ogołoconymi z niezbędnej do tego mocy. Sprawa zatem nie w tym, że nie umiemy się porozumieć, ale w bezsile wszelkich porozumień...” – mówi Bauman i te kilka linijek dobrze oddaje ogólny ton jego analizy.

Choć wzywa do poszukiwania i ocalenia polityki, zaraz podkreśla, że nie ma żadnej przestrzeni publicznej, żadnej agory, gdzie można by ją uprawiać. Choć wskazuje na konieczność samoorganizacji, by przeciwstawić się dominującej asymetrii kapitał-praca, zaraz dodaje, że jest to kwestia globalna i że w tej, jak i w innych sprawach, jesteśmy pozbawieni „globalnych narzędzi do rozwiązywania globalnych problemów”. Gdy pośród niepohamowanej indywidualizacji dostrzega ruchy społeczne, podkreśla zarazem, że nie stanowią one alternatywy dla dominującego porządku, bo w najlepszym razie tylko opóźniają nieco pochód „Juggernauta kapitalizmu”. A niedawny kryzys finansowy nie był według niego oznaką porażki, lecz ogromnego sukcesu kapitalizmu, który wytrenował nas w kulturze kredytu. Pomimo implozji rynków finansowych i załamaniu się starej „normalności”, nie ma nowej, która by ją zastąpiła.

Keith Tester, angielski socjolog, profesor na Uniwersytecie w Hull, który w latach 80. doktoryzował się u Baumana, autor kilku poświęconych mu prac, w tym także tomu rozmów z nim „O pożytkach z wątpliwości” (Warszawa, 2005), uważa, że zarzuty o pesymizm Bauman są o wiele przesadzone. Choć przyznaje, że jego pierwsze książki cechował większy optymizm (Bauman miał wówczas nadzieję, że nowoczesność można jeszcze naprawić), a kolejne, bardziej sceptyczne, służyły już tylko poszukiwaniu sposobów na przeżycie w płynnej nowoczesności. Sam Bauman, mówiąc niegdyś o różnicy pomiędzy optymizmem a pesymizmem, podkreślał, że optymista to ten, który myśli, że świat, w którym żyjemy jest najlepszym z możliwych, a pesymista, to ten, który podejrzewa, że optymista może mieć rację. Tylko, że – wraz z Clausem Offem, od którego wziął to rozróżnienie – wyklucza się z tej opozycji, mając nadzieję, że świat, owszem, może być lepszy.

Prawdziwa lekcja Baumana wydaje się być następująca: po pierwsze winniśmy studiować nasze społeczeństwo, wyłaniające z coraz bardziej zglobalizowanej, zindywidualizowanej, sprywatyzowanej kondycji oraz nie poprzestawać na jego kwestionowaniu; po drugie procesy społeczne są wynikiem poczynań i decyzji ludzi, nie ma w nich nic nieuchronnego (tak jak Holocaust, zdeterminowany przez logikę nowoczesności, ale nie nieuchronny).

Wszystko zatem leży w naszej mocy. W tym sensie baumanowska dychotomia pesymizm-optymizm wzbogacona zostaje o nowy element – nadzieję. Centralną rolę Bauman przyznaje tutaj etyce, a w jego dziele pojawia się napięcie pomiędzy wiarą w człowieka, a nie-wiarą w świat. „Byłbym tu pewnie w mniejszości – mówi Keith Tester – ale jeśli miałbym wysunąć jedną fundamentalną krytykę twórczości Baumana, to powiedziałbym raczej, że jest ona nazbyt optymistyczna, zbyt przepełniona wiarą w człowieka”. Podobnie uważa Peter Beilharz, australijski socjolog, profesor Uniwersytetu La Trobe w Melbourne, autor m.in. „Zygmunt Bauman – Dialectic of Modernity”, nazywając polskiego myśliciela „antropologicznym optymistą”. Jednak, inaczej niż Tester, wstrzymuje się z krytyką. Według niego Bauman nie boi się być posłańcem złych wieści, ponieważ ma nadzieję, że jesteśmy w stanie im zaradzić. „W trakcie jednej z konferencji” – wspomina Beilharz – „gdy ktoś z publiczności zarzucił Baumanowi zbytni pesymizm, ten odpowiedział: 'Jeśli komunikuję wam złe nowiny, to tylko po to, abyście coś z tym zrobili!'”.

Europa: bez-nadziejna przygoda

„Żyć bez nadziei w ‘ciemnych czasach’, jak je nazwała Hannah Arendt, trudno. Ale trudno też – nie będąc mistykiem ani anachoretą – żyć z nadzieją nie zakotwiczoną, nie uwiązaną do czasu ani miejsca, duchem bez ciała... A i nie pozwolą ludzie na takiej lotnej nadziei poprzestać, zamęczą pytaniami o konkrety: ‘a na czym te swoje nadzieje opierasz?’, ‘a jakie masz na to dowody, że nie płonne, że nie mrzonki to z palca wyssane?’...” – mówi Bauman i dodaje, że pytania o pesymizm towarzyszyły wszystkim publicznym wystąpieniom z jego udziałem. „Chyba, że mówiłem o Europie. Wtedy pytano mnie, dlaczego jestem takim optymistą!”. To nie przypadek. Swoją nadzieję Bauman w dużym stopniu ulokował waśnie w Europie. Poświęcił jej też osobną książkę – „Europa. Niedokończona przygoda” (Kraków, 2005). Stary Kontynent, według niego, jako jedyny wykazał umiejętność współżycia z „Innym”. Ludzie różnych kultur, języków, wyznań, zamieszkujący relatywnie niewielkie przestrzenie nauczyli się skutecznie negocjować warunki koegzystencji. Zauważył to wcześniej i nazwał zjawiskiem „gościnności” Immanuel Kant, w malutkiej, zapomnianej a odkurzonej przez Baumana rozprawie „Pomysły do ujęcia historii w aspekcie światowym” –

skoro ziemia jest kulą, nie ma dokąd uciec i ludzie muszą nauczyć się ze sobą żyć.

„Gościnność”, według Baumana, jest czymś, co Europa mogła zaoferować światu. Niestety, kiedy w ostatnich kilku dekadach z wolna zaczęła pogrążać się w dekadencji, reszta świata przestała być dla niej przyjazna i „gościnna”. Ten argument zdaje się działać w dwie strony: także i Europa, niepewna swej tożsamości, przekształciła się w Festung Europa, nie-gościnną twierdzę. „Europa, dom rodzinny Kanta, proroka gościnnego świata, świeci dziś planecie przykładem... niegościnności. Zresztą, na swoją własną zgubę. Najbardziej imponujące wynalazki techniczne służą zatrzaskiwaniu i uszczelnianiu bram, przyskrzynianiu intruzów. A przecież owi intruzi to nie tylko ludzie pragnący, by Europa wygrzebała ich z niedoli. To także poniekąd jej ofiary – ludzie, których w niedolę wtrąciła forma życia przez Europę niegdyś wymyślona i przetestowana, a później gorliwie eksportowana na inne kontynenty. Forma życia, która masowo produkuje ludzi zbędnych, na złom i przemiał przeznaczonych – odrzuty ‘racjonalizacji’ i odpady ‘postępu gospodarczego’. Jako pionier ‘modernizacji’, Europa globalnymi rozwiązaniami ratowała się przed lokalnie wytwarzanym kłopotem ‘przeludnienia’; teraz domaga się od innych ziem (które do obsesji ‘modernizowania się’ skusiła lub przymusiła), by szukały lokalnych rozwiązań dla globalnie produkowanych kłopotów”.

Problemy widać nie tylko na przedmurzu, ale i wewnątrz – wraz z kryzysem Europa zaczęła ponad wspólnotowe rozwiązania przedkładać krajowe cięcia, a ograniczając sferę socjalną poczęła wyrzekać się już zupełnie zdolności ochrony swych obywateli przed konsekwencjami „negatywnej globalizacji”. Termin ten stosuje Bauman na określenie globalizacji finansów i handlu, w opozycji do „globalizacji pozytywnej” instytucji politycznych i prawnych... „Powtarzam do znudzenia: rozwiązania problemów stwarzanych globalnie mogą być tylko globalne. Nie można winić Europy, za to, że nie potrafi takich problemów własnymi środkami i na własnym tylko podwórku rozwiązać. To zresztą, w ostatecznym rachunku, dodaje otuchy, bo demaskuje złudność pomysłu Festung Europa. Można tylko, a i trzeba, mieć Europie za złe, że niewiele uczyniła (nic w gruncie rzeczy), i równie niewiele dziś czyni, dla promowania ‘pozytywnej globalizacji’ – jedynego sposobu na okiełznanie globalizacji ‘negatywnej’ i ratunek przed jej niszczycielskimi skutkami” – tłumaczy Bauman.

„Przygoda Europa” zdaje się nie spełniać pokładanej w niej nadziei. „Czy pomyliłem się? Być może. Europa wbrew zapowiedziom i nadziejom nie ma już nic (bo mieć nie chce) do zaoferowania światu. Co teraz z nadzieją? W tym ją dziś pokładam, że przy obecnym stanie świata, instynkt samozachowawczy i poczucie moralne nakazują te same poczynania – albo w tej globalnej łodzi, w której wszyscy jesteśmy stłoczeni, będziemy sobie w wiosłowaniu nawzajem pomagać, albo wszyscy razem pójdziemy na dno...”.

Bez-celowe użycie rozumu

Jedną z głównych cech postawy Zygmunta Baumana jest brak programów i wstrzymanie się od podpowiadania praktycznych rozwiązań. „Unika wskazywania dróg, ponieważ wierzy, że człowiek pozostawiony własnemu rozumowi potrafi działać etycznie.” – mówi Keith Tester. „Poza tym jego sposób myślenia charakteryzuje głęboka skromność. Świadomy tego, że nie może znać wszystkich odpowiedzi, wstrzymuje się od ich udzielania, poprzestając na ogólnej orientacji, identyfikowaniu największych problemów i wyzwań”. W pracach Baumana nie ma programów, jest za to – zgodnie z najlepszą montaignowską tradycją – próba postawienia problemu. Zamiast celów czy wytyczonej drogi, orientowany etycznie i politycznie kierunek – sprawiedliwsze społeczeństwo. Zapytany o ten „skromny” charakter swojego projektu, mówi: „Cornelius Castoriadis uznał ‘niekwestionowanie siebie’ za najgroźniejszą dolegliwość naszego świata. A znów Maurice Blanchot powiadał, że odpowiedź jest nieszczęściem pytania. Podpisuję się oburącz pod oboma stwierdzeniami.

Celem stawiania pytań jest poszukiwanie odpowiedzi, a nie odpowiedź, jaka pytaniu wybija zęby i obcina pazury. A więc staram się od lat, wprawdzie nieporadnie, artykułować pytania i dezartykułować odpowiedzi”.

To baumanowskie „artykułowanie pytań” i „dezartykułowanie odpowiedzi” jest najlepszym przykładem „publicznego użycia rozumu” – egalitarnego, uniwersalnego myślenia, niezależnego formułowania poglądów i komunikowania ich innym członkom społeczeństwa, jednej z największych, według Kanta, zdobyczy Oświecenia. Jego przeciwieństwem jest „prywatne użycie rozumu”, czyli myślenie podporządkowane jakiemuś zewnętrznemu, pozytywistycznemu celowi, skoncentrowane np. na wąskim „rozwiązywaniu problemów”.

Zanegowaniem dziedzictwa kantowskiego „publicznego użycia rozumu” jest tzw. „proces boloński”, czyli trwająca od końca lat 90. reforma europejskich uniwersytetów, zakładająca m.in. standaryzację nauczania, większą specjalizację i pragmatyzację zadań. Podporządkowując szkolnictwo wyższe wymogom rynku i „myślenie” zastępując „opiniami ekspertów”, przesuwa w swej istocie akcent z „publicznego” na „prywatne”, pozbawiając nas wszystkich zdolności kwestionowania naszego społeczeństwa. Dla Kanta byłoby to ograniczenie wolności jednostki. To o tyle istotne, że jak pokazał Bauman w „Prawodawcach i tłumaczach”, intelektualiści (czy też dajmy na to ‘eksperci’) sami w sobie nie są „odpowiedzią”, ale „częścią problemu”. Odpowiedzi winniśmy zaś szukać razem. Choć Kant w swym eseju „O wiecznym pokoju” zalecał, by władza konsultowała się z filozofami, nie przewidział oczywiście narodzin totalitarnych ideologii wieku XX. i roli intelektualistów w ich kształtowaniu. Ale równie niebezpieczni mogą być intelektualiści całkiem wolni (Karl Jaspers w latach 60., po zdetonowaniu przez Chiny pierwszej bomby atomowej, doradzał nuklearny atak prewencyjny na Państwo Środka, celem „zachowania światowego pokoju”... ). Między innymi dlatego Bauman daje jasno do zrozumienia, że nie pasuje do korytarzy władzy i stroni od bieżącej polityki. A nawet – jak podkreśla Keith Tester – formułując swoje zalecenia uważa, aby nie mogły być wykorzystane przez polityków.

Polityczna dygresja

W tym sensie Bauman jest na antypodach postawy jaką prezentują np. Jürgen Habermas, quasi oficjalny ideolog Unii Europejskiej, myśliciel bardzo samemu Baumanowi bliski, czy też Lord Anthony Giddens, czołowy brytyjski socjolog, ideolog martwej już dziś „Trzeciej Drogi” i „New Labour” Tony’ego Blaira (nota bene tak różni Bauman i Giddens, darzą się ogromnym szacunkiem i wzajemnie cenią swoje prace).

Ale myśl polskiego socjologa, dość niespodziewanie i niezależnie od jego postawy, zaczęła przenikać do oficjalnej polityki wraz z niedawnym objęciem przez Eda Milibanda przywództwa Partii Pracy w Wielkiej Brytanii. Ojciec Eda, Ralph, marksistowski socjolog również o polsko-żydowskich korzeniach, wykładał w Leeds i przyjaźnił się z Baumanem. Jego synowie, Ed i David, obaj aktywni dziś politycy brytyjskiej lewicy, wychowali się w atmosferze intelektualnej, na której autor „Płynnej nowoczesności” odcisnął swoje wczesne piętno. Program odradzających się w opozycji laburzystów, zwłaszcza wezwanie do budowy „dobrego społeczeństwa” (good society), w dużym stopniu inspirowany jest myślą Zygmunta Baumana. Potwierdza to Neal Lawson, angielski publicysta, autor opublikowanej niedawno książki o kulturze konsumpcyjnej „All Consuming”, dedykowanej zresztą polskiemu socjologowi, pracujący niegdyś dla Gordona Browna, dziś jeden z koordynatorów lewicowej „grupy nacisku” Compass. „Od dłuższego czasu promujemy idee Baumana na angielskiej lewicy. Fakt, że dziś przejmuje je Miliband – orędując za wspólnotą czy wstawiając się za wykluczonymi – jest wynikiem zarówno jego osobistej historii z Baumanem, jak i działań Compassu” – mówi Lawson.

Równie niespodziewanie sam Bauman zajął w tym kontekście stanowisko, życząc laburzystom odzyskania moralnej busoli i wyrażając nadzieję, że lewica na Wyspach się odrodzi. Ale bardziej niż intelektualny, reakcja ta miała charakter raczej czysto ludzki. Proszony o radę czy właściwe jego zdaniem kierunki działań odpowiada z właściwą sobie przekorą:

„Na tego typu pytania, nader często mi zadawane, odpowiadam z reguły irlandzkim dowcipem: kierowca zatrzymuje samochód i pyta przypadkowego przechodnia o drogę do Dublina – na co zagadnięty odpowiada – ‘Drogi Panie, gdybym ja chciał jechać do Dublina, nie z tego miejsca bym zaczął!’.”

I dodaje: „Ale do Dublina jechać trzeba, innego miejsca, niestety, nie mamy. Jednak nie posiadając żadnych talentów proroka ani kwalifikacji doradcy polityków, a uznając racje wspomnianego wyżej irlandzkiego przechodnia, nie potrafię być dużo bardziej od niego w znalezieniu drogi pomocny...”.

Metodyczny brak metody

„Bauman jest teoretykiem, który usiłuje ukazać nam mechanizmy i zjawiska zachodzące we współczesnym świecie. Uczynić je widocznymi. I robi to w o wiele bardziej przystępny sposób, niż inni. Tak jak Giddens świetnie ukazał niektóre ograniczenia nowoczesności epoki Oświecenia, tak Bauman czyni to samo w odniesieniu do nowoczesności nam współczesnej – skomplikowanej i globalnej” – mówi Saskia Sassen, holenderska socjolożka, profesorka na Uniwersytecie Columbii w Nowym Jorku, autorka „Territory, Authority, Rights: From Medieval to Global Assemblages”. Na „komunikatywność” socjologii Baumana zwraca uwagę również Keith Tester, twierdząc, że poprzez swoje książki stara się z czytelnikiem rozmawiać. Jego dzieło jest dziełem otwartym, w ciągłym procesie. To nieustająca krytyka i kwestionowanie nas samych oraz otaczających nas instytucji. W tym sensie, dodaje Tester, nie ma też jednego, ostatecznego sposobu odczytania Baumana.

Peter Beilharz, jeden z najciekawszych baumanowskich interpretatorów do najważniejszych składowych socjologicznej praxis Baumana zalicza krytykę nowoczesności, porządku i konformizmu, weberowski marksizm (termin ukuty przez Maurice’a Merleau-Ponty’ego na połączenie krytyki komodyfikacji Marksa z krytyką racjonalizacji Webera), wschodnioeuropejską myśl krytyczną oraz socjologię „nadwyżki ludzkości i nadmiaru”.

Ten ostatni aspekt wydaje się dziś szczególnie aktualny, w momencie, gdy jak podkreśla Bauman w „Pracy, konsumpcjonizmie i nowych ubogich”, na naszej planecie zabrakło już miejsca do składowania produkowanych przez „ładotwórstwo” i postęp gospodarczy „ludzi-odpadów” (co nie jest argumentem geograficznym, ale politycznym). Jego „socjologia nadmiaru” polega nie tylko na wskazaniu, że nadmiarem jest sama nowoczesność i niezaspokojony w swym apetycie kapitalizm (pożerający kolejne „zielone, dziewicze łąki” nieskomodyfikowanych dotąd obszarów naszej planety i życia społecznego) oraz że był nim w swych zamiarach socjalizm państwowy, ale jest także wezwaniem do umiarkowania i skromności.

Bauman nie pretenduje do oryginalności. Jak Walter Benjamin w swych monumentalnych „Pasażach” (których polskie wydanie opatrzone zostało nota bene obszernym posłowiem Baumana o Benjaminie-intelektualiście) „nie ma nic do powiedzenia, tylko do pokazania”. Nie rozwinąwszy żadnej własnej, osobnej metody socjologicznej, przetwarza zatem, zderza ze sobą stare teorie oraz spojrzenia i w poszukiwaniu nowej syntezy, przysposabia je do dzisiejszego obrazu świata. Jest przy tym nie tylko eklektyczny, ale i żarłoczny, wszędzie właściwie znajdując inspirację – w filozofii, literaturze, filmie, kulturze popularnej itd. Najważniejsze intelektualne wzorce Baumana to Georg Simmel, Max Weber oraz Antonio Gramsci, który m.in. ocalił dla niego humanistyczny ładunek marksizmu oraz wskazał zawsze otwarty horyzont możliwości. Sam Bauman zawsze dodaje jeszcze swoich polskich nauczycieli - Stanisława Ossowskiego i Juliana Hochfelda. Do stylu Baumana, co zauważył Peter Beilharz, najlepiej pasuje termin przypisany Simmlowi – „socjologiczny impresjonizm”.

Zygmunt bez szkoły

Brak metody oznacza także brak określonej socjologicznej szkoły. Zresztą, jak podkreśla Tester, zasięg intelektualnych i kulturowych odniesień Baumana jest nazbyt szeroki, aby można byłoby, ot tak, po prostu, powielać jego sposób pracy. Mimo to, jest w Wielkiej Brytanii grupa socjologów – wśród nich sam Tester – uważających się nie tyle za spadkobierców Baumana, ile dłużników stylu myślenia, dziedziczących po nim nie metodologię, ale etyczne i polityczne koordynaty.

Ale są także i krytycy. John Goldthorpe, angielski socjolog, uczeń Norberta Eliasa, twórcy socjologii figuracyjnej, kładącej nacisk na kategorię procesu, miał określić polskiego socjologa mianem „szarlatana”, który „wszystko bierze z głowy”. Tester twierdzi, że większość środowiska akademickiego nie wie co począć z Baumanem: „Głównym zarzutem jest brak metodologii, lecz najczęściej miast bezpośredniej krytyki, po prostu się go ignoruje”.

W świecie, jednymi z pierwszych krajów, które „podchwyciły” Baumana były Hiszpania i Włochy. Opublikowane niedawno „44 Letters from the Liquid Modern World” są zbiorem felietonów z włoskiego dziennika La Reppublica, w których na bieżąco komentował „gorące tematy” takie jak kryzys czy świńska grypa. Bauman „przyjął się” także w Niemczech, Skandynawii i Ameryce Łacińskiej. Stosunkowo najpóźniej we Francji: „Nowoczesność i Zagładę” wydano tam dopiero kilka lat temu. Najmniej przyjaznym gruntem okazały się Stany Zjednoczone. W eseju „Towards a Critical Sociology” Bauman przyznał, że niczego nie nauczył się od „papieża” amerykańskiej socjologii – Talcotta Parsonsa. USA ze swoim bardzo specyficznym, stricte instytucjonalnym charakterem socjologii, kultem szkół i ich twórców, nie pozostały mu widać dłużne. Nie oznacza to, że brak tam myśli krytycznej, ale i ona wtłoczona jest w te same, obce Baumanowi, ramy, co dobrze pokazuje przykład Immanuela Wallersteina. Ma on swoją metodę (analizę „systemów-światów”), szkołę oraz stojącą na jej straży instytucję Fernand Braudel Center. Richard Sennett, bliski Baumanowi amerykański socjolog, słusznie więc zauważał, że ten podjął dobrą decyzję, aby nie pozostawać w USA, gdzie trafił na krótko po wyjeździe z Izraela. Skazało by go to na marginalizację. A tak, w Wielkiej Brytanii znalazł miejsce, z którego mógł dogodnie mówić na cały świat.

Pisarz socjologii

Bauman okazał się dla brytyjskiej socjologii zjawiskiem zupełnie nowym. Nie tylko ze względu na charakter analizy, ale – jak tłumaczy Tony Blackshaw, angielski socjolog, autor wydanej w 2005 roku książki „Zygmunt Bauman” – również ze względu na swój zmysł pisarski (choć angielski nie jest przecież jego pierwszym językiem) i talent do opowiadania. Zamiast autorskiej metody socjologicznej wymyślił „swój własny sposób obserwowania rzeczywistości”, stworzył „język i pojęcia do opowiadania o nich”. Zamiast przypadków wywiedzionych z badań, zdecydował się na operowanie „typami idealnymi’, oryginalną poetyką i metaforą, z kategorią „płynności” na czele. Dzięki niej przybliża nam to, co „niestabilne”, bo – jak mówi Saskia Sassen – „zadaniem kategorii jest zatrzymanie na chwilę danego procesu, abyśmy mogli go dokładniej zbadać. Dzięki 'płynności’ Bauman dokonał świetnego wybiegu umożliwiającego lepsze zrozumienie naszej obecnej kondycji” – mówi Sassen.

Bauman swą socjologiczną praktyką, nie tylko wymusza, oscylujące w stronę literatury, poszukiwanie nowych kategorii na określenie swej pracy (może „pisarz socjologii” byłoby najwłaściwszym określeniem?), ale i ma zwyczaj przenoszenia na pole nauk społecznych pisarzy, do grona „najprzenikliwszych socjologów” zaliczając m.in. Franza Kafkę i Milana Kunderę. W pracach pierwszego widać bowiem jak „stała” wówczas nowoczesność generowała typowe dla niej poczucie „braku miejsca” i „braku pewności”, drugi dostarcza pojęć na oddanie atmosfery naszego „płynno-nowoczesnego” życia, charakteryzującego się zarówno „nieznośną lekkością”, jak i przeżywanego w poczuciu jakby „było gdzie indziej”. Odbierając Nagrodę Księcia Asturii, odniósł się w swej mowie do Miguela de Cervantesa – autora, jak podkreślił, powieści wszech czasów – jako „ojca nauk społecznych”. Autor „Don Kichota”, według niego, jako pierwszy osiągnął to, co badacze społeczni starają się, z różnymi efektami, bezustannie uzyskać – „zerwał zasłonę” (odwołanie do Kundery) uprzedzeń i mitów, skrywającą świat, który chcemy zrozumieć.

Horyzonty i przypisy

Bauman traktując socjologię jako „rodzaj pisania” przejawia też typowo literackie podejście – nieustannie przerabia kilka stałych pomysłów, z którymi chce dotrzeć do czytelnika. Pisząc, pożycza nie tylko od filozofów (Rorty, Habermas), socjologów (Pierre Bourdieu, Richard Sennett, Ulrich Beck, Giorgio Agamben), ale także od autorów takich jak Jorge Luis Borges, Albert Camus, Italo Calvino, Georges Perec, Josif Brodski., czy wspomnianych już Kundery i Kafki.

Od Calvino Bauman zapożyczył nie tylko imperatyw „opowiadania historii”, ale i sposób portretowania członków swojego „płynnego” społeczeństwa – jako mieszkańców jego „niewidzialnych miast”, takich np. jak Leonia, „gdzie zaawansowanie nowoczesnego kraju najlepiej dałoby się zmierzyć wielkością zsypisk odpadów i odrzutów, a także i zastępami odrzuconych i odpadłych ludzi...”. Rzut oka na „Wykłady amerykańskie. Sześć propozycji na nowe tysiąclecie”, opublikowany cykl odczytów Calvino z połowy lat 80. na Uniwersytecie Harvarda, traktujących o największych wyzwaniach stojących przed literaturą u progu kolejnego Milenium, pozwala dostrzec w nich nie tylko zbiór zasad, jakie Bauman-pisarz mógłby wziąć pod uwagę, ale wręcz podręcznik baumanowskich terminów i program jego studiów avant la lettre. Calvino, sam inspirując się takimi autorami jak Arystoteles, Boccacio, Flaubert, Queneau, Perec, czy Kundera, pisał bowiem o Lekkości, Szybkości, Dokładności, Przejrzystości, Wielorakości (pracę nad szóstą konferencją przerwała śmierć). To także zbiór wyzwań stojących przed naszym społeczeństwem, w którym, jak notował w „Płynnym życiu” Bauman, cytując Ralpha Waldo Emersona, „ślizgając się po cienkim lodzie, jedynym naszym bezpieczeństwem jest szybkość...”.

Mimo, że u Calvino „szybkość” oznaczała akurat „precyzyjność”, a u Baumana „prekaryzację” i „poczucie niepewności”, tak jak włoski prozaik, mimo zagrożeń, głęboko ufał w literaturę, tak Bauman, głęboko, mimo wszystko, ufa w nasze społeczeństwo i tworzących je ludzi.

Do tej konstelacji warto też dopisać José Saramago, z którym Bauman dzieli podobną wrażliwość wobec świata. Jego ulubiona powieść portugalskiego noblisty to „As intermitências da morte”, której akcja rozpoczyna się wraz z tym, jak w pewnym kraju ludzie przestają umierać... Jeden z krytyków wpisywał ją w tradycję kafkowską – tak jak u Kafki w „Metamorfozie”, niemożliwe zdarzenia stają się prawdopodobne po przyjęciu nadrzędnej niemożliwości, czyli przeobrażanie się głównego bohatera w robaka, tak u Saramago, gdy śmierć przestaje zbierać swoje żniwo, wszystko nagle staje się możliwe, choćby to, że kostucha zmienia się w piękną kobietę i zakochuje w pewnym wiolonczeliście...

To niejako horyzont baumanowski – wszystko, co obserwujemy i czego doświadczamy wokół, jest tak niewiarygodne, że aż możliwe.

Nawet inny, sprawiedliwszy świat i społeczeństwo.

Życie: instrukcja przerobu

Jak mało u którego autora, w przypadku Baumana życie i dzieło wzajemnie się przenikają. Osobiste doświadczenia nie tylko dostarczają tematów ale i warunkują ich ujęcie. Odrzucając weberowskie przekonanie, że socjologia ma być neutralną sferą pozbawioną osobistych wartości, Bauman otworzył ją na swoje własne przeżywanie, łącząc „socjologiczną wyobraźnię” z „osobistymi zmartwieniami”. Autor „Płynnego życia” lubi podkreślać, iż „po to by twórczość miała jakąkolwiek wartość, musi być wtórnym przerobem własnych przeżyć”.

Urodzony w 1925 roku w Poznaniu, po wybuchu II Wojny Światowej wyjechał z rodzicami z Polski do Związku Radzieckiego, by następnie już jako oficer wojska polskiego dotrzeć aż do Berlina. Po wojnie zamieszkał w Warszawie, służąc jeszcze początkowo w Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego, z którego został wydalony w 1953 roku. Z biegiem czasu rozwinął na Uniwersytecie Warszawskim karierę akademicką, sytuując się także w nurcie szeroko rozumianego rewizjonizmu. W 1968 roku w wyniku antysemickiej i nacjonalistycznej kampanii został zmuszony do opuszczenia Polski i zrzeknięcia się obywatelstwa. Wyjechał do Izraela, ale zniechęcony m.in. panującym tam nacjonalizmem (dopiero co uciekł przed innym) opuścił Bliski Wschód. Po krótkiej tułaczce po świecie powrócił do Europy i osiadł w Wielkiej Brytanii.

Pisząc o tak zróżnicowanych zagadnieniach, jak nowoczesność i jej wcielenia, Holocuast, wolność, etyka, bezpieczeństwo, wspólnota, praca, socjalizm, konsumpcja, strategie życiowe, tożsamość, globalizacja, bieda, strach, Europa, czy miłość, każdego z nich w różnym stopniu doświadczył w trakcie życia, rozpiętego pomiędzy Wielkim Kryzysem lat 30. XX wieku, erę totalitaryzmów, „złotą epokę” kapitalizmu, zmierzch społeczeństwa producentów i rozwój społeczeństwa konsumpcyjnego, aż po ostatni kryzys finansowy.

To osobiste zorientowanie oraz longue dureé jego spojrzenia czynią je zupełnie wyjątkowym. Tylko człowiek, który sam doświadczył trudów asymilacji, mógł tak przejrzyście pisać o tożsamości. Tylko myśliciel skazany początkowo na tułaczkę po świecie mógł rozwinąć tak osobisty stosunek do Europy. Tylko świadek zmierzchu społeczeństwa producentów, był w stanie tak dokładnie uchwycić doniosłość przejścia z etyki pracy do estetyki konsumpcji. Opus magnum Baumana – „Nowoczesność i Zagłada” – zawdzięcza wiele konceptualnym ujęciom Theodora W. Adorno i Maxa Horkheimera z ich „Dialektyki Oświecenia”, ale więcej jeszcze wpływowi i inspiracji osobistej historii ukochanej żony Janiny – zmarłej w grudniu 2009 roku – z czasów wojny i okupacji, spisanych m.in w tomie wspomnień „Zima o poranku”. Zresztą tylko człowiek głęboko szczęśliwy w miłości, mógł napisać taką książkę jak „Płynna miłość”. Zygmunt Bauman powtarza, że Gramsci pokazał mu „co”, Simmel „jak”, a Janina – z którą był, jak podkreśla, „jedną osobą dwojga imion” – „dla kogo”.

Ale uchylając w ten sposób nieco drzwi do swojego przeżywania, trzyma jednocześnie mocno nogę na innych – tych do życia prywatnego. I gdy Peter Beilharz napisał „Płaszcz Baumana” – osobistą refleksję z wizyt w Leeds i obcowania z polskim socjologiem, ten poczuł się dotknięty. „Pamiętam też – dodaje Beilharz – że gdy recenzował moją książkę o Bernardzie Smithie, jednym z czołowych australijskich intelektualistów, napisał, że za bardzo zajmuję się w niej ornitologiem, a przecież powinny mnie interesować także ptaki...”.

Po szóste: konsekwencja

Choć Italo Calvino nie zdążył przygotować swej szóstej „propozycji”, wiadomo jaki miała nosić tytuł – „Consistency”. Dosłownie „konsystencja”, ale także „zgodność” i „konsekwencja”. A konsekwencja to bardzo adekwatne określenie na związek baumanowskiego dzieła i życia. Wzywając do „krytyki nadmiaru” sam proponuje i udowadnia swym skromnym, zakotwiczonym od prawie 40 lat na przedmieściach Leeds życiem, że wyjście poza imperatyw bezgranicznej konsumpcji jest możliwe i że samo życie może się szczęśliwie toczyć bez pogoni za coraz to nowymi jego wcieleniami. Podczas inauguracji The Bauman Institute na Uniwersytecie w Leeds we wrześniu 2010 roku, choć całe wydarzenie i towarzysząca mu konferencja z udziałem kilkuset osób z całego świata poświęcone były właśnie jemu, zabrał głos tylko raz...

Jedyny nadmiar znaleźć można w jego ogromnej życzliwości, bijącym w osobistych kontaktach cieple oraz niesłychanej wprost gościnności, która jest świętą regułą w jego domu.

Mimo powątpiewania w świat, zachowuje nadzwyczajny wręcz optymizm osobisty. Odróżnia go to od wielu myślicieli, takich jak choćby Adorno, w jesieni życia pogrążonych w głębokim defetyzmie. Uosabiając „pesymizm intelektu” i „optymizm woli”, o których mówił Antonio Gramsci, Bauman głosi: to, że świat jest jaki jest, nie znaczy, że zamieszkujący go ludzie nie powinni go zmieniać.

Jednocześnie, nader często, zarówno prywatnie, jak i publicznie, lubi „narzekać” na swoje „niewybaczalnie długie życie”. Odpowiadając na pytania czy udzielając kolejnego wywiadu, raz po raz zaznacza, że daje tym samym „swoje ostatnie, pewnie w obu znaczeniach tego słowa, przemyślenia”. Tytuł, przywoływanych już, rozmów – „Żyjąc w czasie pożyczonym” – jest również podobną aluzją...

„Pamiętam jak przytaczał kiedyś słowa Tomasza Manna o tym, jak ważne jest umrzeć w odpowiednim momencie. Dla Zygmunta przygotowanie się do śmierci to zasadniczy element sztuki życia w ogóle” – mówi Tester. Zresztą śmierci poświęcił Bauman osobny tom – „Śmierć i nieśmiertelność. O wielości strategii życia” (1998). I, jak twierdzi Beilharz, to bodaj jego ulubiona, spośród własnych, książka. Argumentował w niej, że śmierć nie tylko jest wielką nieobecną w socjologii, ale i warunkiem istnienia kultury w ogóle. Tylko w jej obliczu tworzymy, podtrzymujemy tradycje, szukając sposobów na „przeżycie własnej śmierci”. Jest ona dla Baumana nie tylko jest konstytutywną ideą naszego społeczeństwa, ale i horyzontem naszych o nim wyobrażeń i granicą możliwości tego, jakim mogłoby ono być.

„Od paru miesięcy zacząłem znowu podróżować z odczytami, uciekając od samotności po śmierci Jasi. Na wokandzie jeszcze wiele takich wyskoków – prowokuję los, proszę kostuchę o nieco pośpiechu, ułatwiam nieuchronności robotę...”.


Wypowiedzi Zygmunta Baumana, jeśli nie podano inaczej, pochodzą z prywatnej korespondencji autora.