idea / Europa, scenariusz Baumana

Kultura w jednoczącej się Europie

Zygmunt Bauman

Zadanie Europy polega na przekazaniu wszystkim sztuki uczenia się wszystkich od wszystkich.

Ge­or­ge Ste­i­ner prze­ko­nu­je, że głów­ne za­da­nie sto­ją­ce dziś przed Eu­ro­pą nie jest na­tu­ry mi­li­tar­nej czy gos­po­dar­czej, ale ma cha­rak­ter „du­cho­wy i in­te­lek­tu­al­ny”:


„Du­chem Eu­ro­py Wil­liam Bla­ke na­zwał­by »świę­tość naj­drob­niej­sze­go szcze­gó­łu«. To za spra­wą róż­no­rod­no­ści ję­zy­ko­wej, kul­tu­ro­wej i spo­łecz­nej tej nie­zwy­kłej mo­za­i­ki oka­zu­je się czę­sto, że nie­wiel­ka od­leg­łość, rzę­du dwu­dzie­stu ki­lo­me­trów, dzie­li dwa kom­plet­nie róż­ne świa­ty... Eu­ro­pa zgi­nie, je­że­li nie po­dej­mie wal­ki o swo­je ję­zy­ki, lo­kal­ne tra­dy­cje i au­to­no­mię spo­łecz­ną. Je­że­li za­pom­ni, że »Bóg tkwi w szcze­gó­łach«[1].


Po­dob­ne roz­wa­ża­nia znaj­dzie­my w li­te­rac­kiej spu­ściź­nie Han­sa--Ge­or­ga Ga­da­me­ra. Na pier­wszym miej­scu li­sty wy­jąt­ko­wych cnót Eu­ro­py sta­wia Ga­da­mer jej róż­no­rod­ność, bo­gac­two tkwią­ce w roz­rzut­no­ści. Ob­fi­tość róż­nic uwa­ża za naj­cen­niej­szy skarb, ja­ki Eu­ro­pie uda­ło się wy­ra­to­wać z po­żo­gi dzie­jów i ja­ki ma te­raz świa­tu do za­o­fe­ro­wa­nia.

Żyć z In­nym, żyć ja­ko In­ny dla In­ne­go, to fun­da­men­tal­ne za­da­nie czło­wie­ka – za­rów­no na naj­wyż­szych, jak i na naj­niż­szych po­zio­mach... Stąd być mo­że bie­rze się ta szcze­gól­na prze­wa­ga Eu­ro­py, któ­ra mog­ła i mu­sia­ła na­u­czyć się sztu­ki ży­cia z in­ny­mi [2].

Przyjaciele i sąsiedzi

W Eu­ro­pie, jak ni­gdzie in­dziej, In­ny za­wsze miesz­kał tuż-tuż, w za­się­gu wzro­ku i na wy­cią­gnię­cie rę­ki; me­ta­fo­rycz­nie z pew­no­ścią, bo za­wsze w za­się­gu du­cha – ale jak­że czę­sto do­słow­nie, cie­leś­nie. „In­ny” jest tu naj­bliż­szym są­sia­dem, a więc Eu­ro­pej­czy­cy mu­szą ne­go­cjo­wać wa­run­ki te­go są­siedz­twa po­mi­mo dzie­lą­cych ich od­mien­no­ści i róż­nic. Eu­ro­pej­ski kra­jo­braz na­ce­cho­wa­ny, jak po­wia­da Ga­da­mer, wie­lo­ję­zycz­no­ścią, bli­skim są­siedz­twem In­ne­go w moc­no ogra­ni­czo­nej prze­strze­ni, moż­na uznać za pra­cow­nię ba­daw­czą czy szko­łę, z któ­rej resz­ta świa­ta mog­ła­by wy­nieść wie­dzę i umie­jęt­no­ści de­cy­du­ją­ce o prze­trwa­niu lub zgu­bie.

„Za­da­nie Eu­ro­py”, twier­dzi Ga­da­mer, po­le­ga na prze­ka­za­niu wszyst­kim sztu­ki ucze­nia się wszyst­kich od wszyst­kich. Do­dał­bym: to mi­sja Eu­ro­py, a do­kład­niej mó­wiąc los Eu­ro­py, któ­ry cze­ka, byś­my wspól­ny­mi si­ła­mi prze­ku­li go w na­sze prze­zna­cze­nie.

Nie spo­sób prze­ce­nić wa­gi te­go za­da­nia i de­ter­mi­na­cji, z ja­ką Eu­ro­pa win­na się go pod­jąć, sko­ro (by raz jesz­cze za Ga­da­me­rem po­wtó­rzyć) wa­run­kiem si­ne qua non de­cy­du­ją­cym o roz­wią­za­niu ży­wot­nych prob­le­mów współ­czes­ne­go świa­ta jest przy­jaźń i „po­god­na so­li­dar­ność”.

Po­dej­mu­jąc się te­go za­da­nia, mo­że­my i win­niś­my szu­kać na­tchnie­nia we wspól­nym dzie­dzic­twie eu­ro­pej­skim: dla sta­ro­żyt­nych Gre­ków sło­wo „przy­ja­ciel” wy­ra­ża­ło zda­niem Ga­da­me­ra „ca­łość ży­cia spo­łecz­ne­go”. Przy­ja­cie­le to lu­dzie zdol­ni i skłon­ni do życz­li­we­go się do sie­bie od­no­sze­nia nie­za­leż­nie od dzie­lą­cych ich róż­nic i do po­ma­ga­nia so­bie na­wza­jem z po­wo­du tych róż­nic; zdol­ni i skłon­ni do życz­li­wo­ści i uczyn­no­ści bez wy­rze­ka­nia się wy­jąt­ko­wo­ści – a jed­no­cześ­nie do nie­do­pusz­cza­nia, by ta wy­jąt­ko­wość od­da­li­ła ich od sie­bie lub zwró­ci­ła prze­ciw so­bie.

Fuzja horyzontów

Wy­ni­ka­ło­by z po­wyż­szych roz­wa­żań, że my wszy­scy, Eu­ro­pej­czy­cy, i to właś­nie dla­te­go że się tak od sie­bie na­wza­jem i na ty­le spo­so­bów róż­ni­my i wno­si­my w wia­nie do wspól­ne­go eu­ro­pej­skie­go do­mu ty­le róż­nych do­świad­czeń i ukształ­to­wa­nych przez nie form ży­cia, na­da­je­my się zna­ko­mi­cie do te­go, by stać się przy­ja­ciół­mi w ta­kim sen­sie, ja­ki na­da­wa­li przy­jaź­ni sta­ro­żyt­ni Gre­cy, pra­oj­co­wie Eu­ro­py: nie przez skła­da­nie w ofie­rze te­go, co na­szym ser­com dro­gie, ale ofe­ru­jąc je do za­kosz­to­wa­nia są­sia­dom bli­skim i da­le­kim, tak jak oni ofe­ru­ją nam, tak sa­mo szczo­drze, to, co dro­gie ich ser­com.

Ga­da­mer wska­zy­wał, że dro­ga do po­ro­zu­mie­nia co do praw­dy wie­dzie przez „fu­zję ho­ry­zon­tów”. Je­śli to, co każ­de zbio­ro­wi­sko ludz­kie uzna­je za praw­dę, jest osa­dem je­go zbio­ro­we­go do­świad­cze­nia, to ho­ry­zon­ty ogra­ni­cza­ją­ce po­la wi­dze­nia są też gra­ni­ca­mi zbio­ro­wi­sko­wych prawd.

Je­śli przy­by­wa­jąc z róż­no­rod­nych zbio­ro­wisk, pra­gnie­my do­trzeć do praw­dy po­nadz­bio­ro­wi­sko­wej i co do niej się po­ro­zu­mieć, po­trze­bu­je­my „fu­zji ho­ry­zon­tów”, owe­go wstęp­ne­go wa­run­ku syn­te­zy do­świad­czeń o od­ręb­nej hi­sto­rii, lecz wspól­nej przy­szło­ści. To me­sja­ni­stycz­ne po­wo­ła­nie za­strzeg­ła dla sie­bie od pier­wszej chwi­li wła­dza pań­stwo­wa; lub też nim ją właś­nie obar­czo­no.

Unia Eu­ro­pej­ska jest szan­są ta­kiej fu­zji. Jest wszak ona wspól­ną na­szą pra­cow­nią, w ja­kiej, wie­dząc o tym czy nie, i czy­niąc to z chę­cią al­bo i nie­chęt­nie, do­ko­nu­je­my spa­wa­nia gru­po­wych ho­ry­zon­tów, po­sze­rza­jąc przy tej oka­zji każ­dy z nich. Aby się in­ną niż Ga­da­me­ro­wa prze­noś­nią po­słu­żyć: z przy­nie­sio­nych do pra­cow­ni przez każ­de­go nas, a bar­dzo roz­ma­i­tych ga­tun­ków rud, wy­ta­pia­my wspól­nym wy­sił­kiem i gwo­li wspól­nej ko­rzy­ści krusz­ce war­to­ści, ide­a­łów i za­mia­rów, któ­re u każ­de­go z nas zna­leźć mo­gą upo­do­ba­nie, a i każ­de­mu z nas się przy­dać; jak do­brze pój­dzie, to mo­gą się na­szy­mi wspól­ny­mi war­to­ścia­mi, ide­a­ła­mi czy za­mia­ra­mi oka­zać. A tak już ja­koś się dzie­je, choć­by i bez na­szej wie­dzy, że w to­ku ca­łej tej pra­cy wzbo­ga­ca się i uszla­chet­nia każ­da z rud – co nie­chyb­nie prę­dzej czy póź­niej przy­jdzie nam stwier­dzić.

Mądrość ukryta pod językiem

Pra­ca to dłu­ga, pro­ces po­wol­ny i szyb­kich re­zul­ta­tów nie na­le­ża­ło­by się spo­dzie­wać. Ale pro­ces da­ło­by się przy­śpie­szyć, a re­zul­ta­ty przy­bli­żyć: a mia­no­wi­cie po­ma­ga­jąc ho­ry­zon­tom w ich fu­zji – świa­do­mie i kon­sek­wen­tnie. Nic tak bo­daj nie prze­szka­dza fu­zji ho­ry­zon­tów i nic jej tak nie spo­wal­nia jak odzie­dzi­czo­ne po bu­dow­ni­czych Wie­ży Ba­bel po­mie­sza­nie ję­zy­ków. Unia Eu­ro­pej­ska uzna­ła za swe „ofi­cjal­ne” aż 23 ję­zy­ki. Ale prze­cież w róż­nych kra­jach Unii lu­dzie czy­ta­ją też, pi­szą i my­ślą po ka­ta­loń­sku, ba­skij­sku, wa­lij­sku, bre­toń­sku, szkoc­ku (Ga­e­lic), ka­szub­sku, la­poń­sku, Ro­ma, w mnó­stwie pro­win­cjal­nych od­mian wło­skie­go (prze­pra­szam za nie­uch­ron­ne po­mi­nię­cia – wszyst­kich nie wy­mie­nisz...).

Każ­de­mu z nas, mo­że za wy­jąt­kiem gar­stki nie­sa­mo­wi­tych po­li­glo­tów, brak do­stę­pu do zna­ko­mi­tej wię­kszo­ści eu­ro­pej­skich ję­zy­ków. Wszy­scy je­steś­my z te­go po­wo­du upo­śle­dze­ni i zu­bo­że­ni.

Ty­le się prze­cież w do­świad­cze­niach spi­sa­nych w nie­zro­zu­mia­łych dla nas na­rze­czach kry­je rów­nie przez to nam nie­do­stęp­nej ludz­kiej mą­dro­ści. Jed­ną z naj­i­stot­niej­szych, choć by­naj­mniej nie je­dy­nym skład­ni­kiem tej ukry­tej przed na­mi mą­dro­ści jest świa­do­mość te­go, jak za­dzi­wia­ją­co po­dob­ne są do sie­bie tro­ski, ma­rze­nia czy prze­ży­cia ro­dzi­ców i dzie­ci, mał­żon­ków i są­sia­dów, sze­fów i pod­wład­nych, „swo­ich” i „ob­cych”, przy­ja­ciół i wro­gów – bez wzglę­du na to, w ja­kim ję­zy­ku je spi­sa­no...

Ciś­nie się na myśl re­to­rycz­ne w grun­cie rze­czy py­ta­nie: ileż to wszy­scy zy­ska­li­byś­my mą­dro­ści, a na­sze współ­ży­cie uro­ku, na prze­zna­cze­niu czę­ści uni­j­nych fun­du­szy na fi­nan­so­wa­nie prze­kła­dów człon­kow­skie­go pi­sar­stwa... Prze­ko­na­ny je­stem oso­bi­ście, że by­ła­by to naj­lep­sza bo­daj in­we­sty­cja w przy­szłość Eu­ro­py i po­wo­dze­nie jej mi­sji.

Fragment książki Zygmunta Baumana „Kultura w płynnych czasach”, która ukaże się w maju 2011 roku. Śródtytuły i wyróżnienia pochodzą od redakcji.

  1. 1. G. Steiner, The Idea of Europe, Tilburg 2004, ss.32-34.
  2. 2. Patrz: H.-G. Gadamer, Das Erbe Europas, Frankfurt 1998