wolna strefa / dock's docs

Gdańsk: Telewizja Wolność

Instytut Reportażu:

Dziś kamerę ma każdy, w każdym sklepie można ją sobie kupić, ale wtedy, w 1981, taki sprzęt to było sto tysięcy dolarów. W czasach, kiedy robotnicy zarabiali po dwadzieścia dolarów miesięcznie, była to kwota niewyobrażalna – mówi Waldemar Płocharski, wiceprezes Video Studio Gdańsk w tekście Magdaleny Szkarłat (Polska Szkoła Reportażu).

W 1981 roku w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej życie i słowa są reglamentowane.
Na kartki kupuje się mięso, masło i inne tłuszcze, mąkę, ryż, mleko dla niemowląt, proszek do prania, mydło, czekoladę, papierosy i alkohol. Telewizja nadaje w dwóch programach: pierwszym w godzinach od 14. do północy i drugim od 10. do 22.

20 sierpnia w Hali Olivia w Gdańsku rozpoczyna się I Krajowy Zjazd Delegatów NSZZ Solidarność. Uczestników wita wielki napis farbą na asfalcie: „Telewizja kłamie”. TVP miała zakaz wstępu do Hali.

Otwierając Zjazd Lech Wałęsa mówi: – Każdy z nas oddzielnie znaczy niewiele. Wszyscy znaczymy tyle, ile znaczy siła tych milionów, które tworzą Solidarność.

WOLNE MEDIA KOLEJOWE

– W Sierpień, w te szesnaście miesięcy karnawału Solidarności, weszliśmy z radiem SAR, Studencką Agencją Radiową – opowiada Waldemar Płocharski, dziś wiceprezes Video Studio Gdańsk. – Było to szczególne miejsce: profesjonalny sprzęt i mnóstwo młodych, odważnych ludzi, głównie studentów Politechniki Gdańskiej. Nie byli obciążeni tym, czym dziennikarze reżimowi z oficjalnych mediów. Oni podlegali cenzurze. U nas była wyłącznie autocenzura – każdy sam sobie wyznaczał granice.

W 1980 roku Płocharski był redaktorem naczelnym SAR–u. – Przyszedł do mnie Marian Terlecki z propozycją, żeby to u nas powstała redakcja działająca na rzecz Solidarności. Marian był wtedy etatowym pracownikiem Telewizji Gdańsk, ale to on zainicjował powstanie Radiowej Agencji Solidarność – RAS. A więc właściwie niewiele się zmieniło, bo SAR to RAS czytane na wspak. Częstotliwości nie mieliśmy, więc pierwszy Zjazd Solidarności tylko rejestrowaliśmy na bieżąco. Ale każdego wieczoru po zamknięciu obrad montowaliśmy zapis i na kasetach audio koleją rozsyłaliśmy po kraju. Na nasze nagrania czekały stacje światowe, Radio Wolna Europa, ośrodki w kraju. Ludzie chcieli prawdy o obradach. Przepływ, a raczej rozsiew informacji był błyskawiczny – Solidarność Kolejarzy działała bardzo sprawnie.

Ten karnawał wolności – wtedy o tym nie wiedzieliśmy – miał się skończyć za trzy miesiące. Nam się jednak śniła wolność słowa.

Z kaseciakowego „radia” szybko zmienili się w profesjonalną ekipę telewizyjną. Przełomem była druga tura Zjazdu Solidarności we wrześniu 1981 roku. Międzynarodowa Konfederacja Wolnych Związków Zawodowych podarowała Solidarności profesjonalny sprzęt telewizyjny: kamerę U–matic High Band, sto czystych kaset wideo, zestaw do montażu, mikrofon i monitor. Taki sprzęt miały tylko profesjonalne telewizje światowe, choćby powstała zaledwie rok wcześniej CNN. Tak więc grupa młodych zapaleńców z Gdańska dostała do ręki zabawkę, która ważyła dziesięć kilogramów a pozwalała robić w pełni profesjonalne filmy dokumentalne.

Pierwszym, który trzymał w ręku Kamerę był, nieżyjący już, dokumentalista z OTV Gdańsk Krzysztof Kalukin: nakręcił trzepoczącego się w kałuży wróbla. Dziś ta pierwsza kamera to eksponat muzealny. Wtedy nawet młodzieńcy z SAR byli sceptyczni, czy TO – czyli magnetyczny zapis na taśmie – się przyjmie i będzie lepszy niż tradycyjny, światłoczuły.

– Tak czy inaczej okazało się, że mamy wszystko, co potrzebne, żeby robić w Polsce niezależne media elektroniczne. Niezależne od reżimu, od partii, od cenzury.

– Dziś kamerę ma każdy, w każdym sklepie można ją sobie kupić, ale wtedy taki sprzęt to było sto tysięcy dolarów. W czasach, kiedy robotnicy zarabiali po dwadzieścia dolarów miesięcznie, była to kwota niewyobrażalna – opowiada Płocharski.

Tylko profesjonaliści wiedzieli, co z taką sonówką robić. Dlatego Marian Terlecki dobrał sobie ekipę ze swojej firmy – lokalnego gdańskiego ośrodka telewizji. Byli w niej Krzysztof Kalukin, Marek Gąsecki, Ryszard Troczyński – najodważniejsi. Niektórzy z nich nie przeszli potem weryfikacji i stracili pracę.

Ale na razie są napaleni na nowy sprzęt i wolne media. Sam Terlecki zostaje szefem części telewizyjnej i radiowej RAS.

– Pierwszą samodzielną produkcją był dwudziestominutowy film „Kandydat”. To był zapis wyborczej walki o przywództwo Solidarności między Lechem Wałęsą a Andrzejem Gwiazdą – wspomina Płocharski. – Dokumentowaliśmy też na bieżąco wszystkie posiedzenia Komisji Krajowej związku: czasem rozwlekle, bo wtedy w trosce o rzetelność informacji nikt nikomu nie przerywał, nie skracał myśli. Kamera była „swoja” – delegaci pozwalali filmować dosłownie wszystko.

W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 wybucha w Polsce stan wojenny. Czołowi działacze Solidarność zostają internowani.

Płocharski: – Nasza kamera miała być wtedy na Kongresie Kultury Polskiej w Warszawie, wyjazd ekipy był zaplanowany na ranek 13 grudnia. Do wyjazdu oczywiście nie doszło, a Marian kamerę schował. Na jakiś czas nawet zamurował ją w piwnicy w Gdańsku. Do 1984 roku była zakonspirowana. Z filmowaniem zeszliśmy „do podziemia”.

POD ZIEMIĄ

Tłum skanduje ”precz z ZOMO!”. Ludzie biegną, chronią się przed białymi pałkami w gdańskiej Bazylice Mariackiej. Zatrzaskują za sobą ciężkie, gotyckie drzwi, śmieją się do siebie, ściskają za ręce. Ciemne wnętrze kościoła, cięcie.

W „podziemnych” latach kamera rejestruje uliczne demonstracje z okna mieszkania w blokach pod Stocznią, zadymy pod Pomnikiem Poległych, spotkania Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej. Działacze zdelegalizowanej Solidarności – Bogdan Borusewicz, Bogdan Lis, Zbigniew Bujak i inni – z obawy przed dekonspiracją i aresztowaniem występują w przebraniach, w perukach, z doklejonymi brodami i wąsami. Apele z Polski zatrzaśniętej stanem wojennym trafiają do korespondentów światowej prasy, zachodnich stacji telewizyjnych, Radia Wolna Europa.
– Oprócz własnych produkcji zajęliśmy się kopiowaniem i dystrybucją cenzurowanych filmów. Z dzisiejszego punktu widzenia można powiedzieć, że to było piractwo, a wtedy to był po prostu drugi obieg – śmieje się Płocharski.

– Zaczęliśmy od Teatru Ósmego Dnia i jego „Wzlotu” według poezji Osipa Mandelsztama. To był rok 1984. Rejestrację spektaklu robiliśmy w Poznaniu, w jakiejś brudnej kotłowni.

Wszystko odbywało się w takiej konspiracji, że jeden z miejscowych operatorów nie wytrzymał, wyszedł przed północą na papierosa i już nie wrócił na zdjęcia. Ludzie się wtedy po prostu bali – to był czas represji, aresztowań, bicia.

Przytulił ich Kościół, „dziuplą” stało się duszpasterstwo Pallotynów. Pomysłodawcą był nieżyjący już ksiądz Eugeniusz Dutkiewicz, twórca ruchu hospicyjnego w Polsce.

Płocharski: – Mało nas było: operator Włodek Resiak, Marian Terlecki jako reżyser i scenarzysta (wspomagała go żona Hanna Karkowska). Montowali Krzysztof Iglikowski i Andrzej Goliszewski, ja zajmowałem się dźwiękiem, Jurek Rozmus był kierowcą i oświetleniowcem.

10 grudnia 1983 roku Rada Prowincjonalna Księży Pallotynów zatwierdziła powołanie Duszpasterskiego Ośrodka Dokumentacji i Rozpowszechniania VIDEO.

Płocharski: – Kościół był wtedy przestrzenią wolności w Polsce. Aż do Okrągłego Stołu. Wtedy wszystkie filmy, które były nie do zaakceptowania dla cenzury, oglądało się właśnie w kościołach.

Było nawet takie hasło: „Magnetowid w każdej parafii”.

W 1985 roku w drodze na festiwal pieśni religijnej w Ołtarzewie aresztowano Mariana Terleckiego i całą ekipę filmową pod zarzutem „zaboru mienia wielkiej wartości”. Bo nie oddali władzy sprzętu filmowego należącego do zdelegalizowanej w stanie wojennym Solidarności. Kamera została „aresztowana” na szesnaście miesięcy.

Płocharski: – Hanka, żona Mariana przyszła do nas i powiedziała: zawieście działalność, inaczej go nie wypuszczą. No to zrobiliśmy sobie przerwę w pracy. Na półtora roku.

TELEWIZJA KSIĘDZA BISKUPA

Mariana Terleckiego wypuszczono dopiero w 1986 roku. Ekipa natychmiast zaczęła działać. Na poddaszu plebanii Bazyliki Mariackiej, przy ulicy Podkramarskiej 5, w dwóch ciasnych pokoikach robili telewizję „z podziemia”. Pokoje poświęcił ksiądz arcybiskup Tadeusz Gocłowski.

Ukształtowała się kadra diecezjalnej ekipy filmowej: Marian Terlecki – sprawy artystyczno–programowe, Ryszard Grabowski – redakcja, Marek Łochwicki – organizacja, Waldemar Płocharski – realizacja, Katarzyna Wojciechowska – sekretariat.

Płocharski: – Jako dary dla Kościoła przemyciliśmy z Paryża i Hamburga nowy sprzęt zdjęciowy i montażowy. Produkcja filmowa ruszyła pełna parą. Podczas trzeciej pielgrzymki papieskiej w 1987 roku zrobiliśmy tryptyk „O nas i za nas”. Jako „telewizja księdza biskupa” byliśmy z Papieżem wszędzie. Lech Wałęsa z żoną Danutą i ośmiorgiem dzieci mieli osobistą audiencję u Ojca Świętego w Pałacu Biskupów w Oliwie. Tylko my tam z nim byliśmy. Poczuliśmy wtedy, że możemy robić wszystko, że jesteśmy niezależni, wolni, odważni. Na „górce” u Dominikanów robiliśmy program „Wałęsa przy tablicy”, gdzie Lech tłumaczył się młodzieży, dlaczego nie idzie na czele manifestacji. Każdy temat, którym nie chciała zająć się reżimowa telewizja, był dla nas dobry.

ROZMONTOWALIŚMY KOMUNĘ

W maju 1988 roku wybuchają strajki. Stocznię otaczają oddziały ZOMO, odcięte zostają telefony.

Płocharski: – Jerzy Urban zapowiedział, że jeśli jakikolwiek dziennikarz, jakakolwiek ekipa zbliży się do stoczni, to od razu zostaje relegowana z kraju. Reżyser Piotr Bikont miał w tym czasie robić z nami film o przydrożnych kapliczkach, a zamiast tego na wieść o strajku przyjechał do Stoczni. Zrobił „Balladę o Strajku” i fresk „Inny Sierpień”. Ale zanim się do tego zabrał, aresztowano całą ekipę. U generała Andrzejewskiego, ówczesnego szefa Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych, interweniował arcybiskup Gocłowski. Tłumaczył, że filmowcy kręcą film o ekologii Bałtyku. Wtedy w Stoczni byli Piotr Bikont, Leszek Dziumowicz, Wojtek Ostrowski, Ewa Oleczek, Jarek Rybicki, Janusz Pawłowski, Ryszard Grabowski, Piotr Semka. Dziś Bikont znalazł swoją przestrzeń wolności w Badowie, gdzie robi teatr, Semka jest publicystą politycznym, Ryszard nie żyje, a Ewa? Ewa została moją żoną.

Materiały ze Stoczni spływały do studia na Podkramarską. A tam już stała kolejka dziennikarzy z CNN, z ABC, z innych światowych stacji. Dzięki temu we wszystkich czołówkach była Polska, był Gdańsk, była Stocznia. Pokazaliśmy prawdę.

A potem przyszedł 1989 rok i Okrągły Stół. Władza postanowiła się z narodem dogadać.

Płocharski: – Przy Okrągłym Stole na tych samych prawach działała telewizja reżimowa i my. To było wreszcie postawienie znaku równości między oficjalnymi a niezależnymi mediami. Nie mieliśmy co prawda dostępu do telewizji, ale mogliśmy już produkować takie same materiały jak oni. I mogliśmy patrzeć im wreszcie na ręce, filmować ich wywiady, żeby mieć dowód w przypadku manipulacji.

Wymyśliliśmy nawet sposób, żeby odróżnić przed kamerami „naszych” uczestników obrad: delegaci Solidarności trzymali przed sobą teczki z dużym S.

Powstały wtedy dwa ważne filmy: Mariusz Kobzdej zrobił kronikarski zapis obrad, a Piotr Bikont „Opowieści Okrągłego Stołu”.

Latem 1989 roku po raz pierwszy pojawiła się nazwa VIDEO STUDIO GDAŃSK. Nowe logo, w kształcie stylizowanego słowa VIDEO, stało się dowodem przekształcenia firmy w profesjonalnego producenta filmowego.

Płocharski: – Po Okrągłym Stole Marian został szefem gdańskiego ośrodka telewizji. Chciał zabrać część osób do siebie i zlikwidować VSG, uważał, że nie ma potrzeby dalej tak działać. Że trzeba taśmy przenieść do telewizji, telewizja jest nasza, w telewizji już można robić to, co my robiliśmy. Ja z Markiem Łochwickim nie daliśmy zwieść się wrażeniu, że od tej pory wszystko będzie takie proste. Chcieliśmy dalej robić swoje. Pozostało w naszej polskiej historii całe mnóstwo białych plam, które trzeba było ujawnić. To był nasz nowy cel.

OPTYMISTYCZNE ZAKOŃCZENIE

W 1990 roku nowym szefem artystycznym VSG został Mirosław Bork. Wraz z Borkiem przyszły także lżejsze gatunkowo tematy, niepolityczne, artystyczne.

Płocharski: – On zmienił sposób naszego myślenia o produkcji telewizyjnej. Okazało się, że nie tylko tematy społeczne, ciężkie, solidarnościowe są istotne.

19 listopada 1992 Video Studio Gdańsk przeprowadziło się do nowej siedziby przy ul. Grodzkiej 20 w Gdańsku. Działa tam do dziś. W montażowni i archiwach kilka tysięcy kaset czeka na archiwizację na nowoczesnych nośnikach. Zajmuje się tym powołana w 2004 roku Fundacja Archiwum Filmowe „Drogi do niepodległości”.

Na ścianach siedziby VSG rząd listów, dyplomów, podziękowań. Świadectwo trzydziestu lat istnienia niezależnych mediów w Polsce.

Andrzej Wajda: „Drodzy Przyjaciele. Wielkie przemiany jakich dożyliśmy w naszym kraju są rezultatem wielu ludzkich działań, jednym z ważniejszych z nich jest powstanie i działalność Video Studio Gdańsk”.

Wiesław Walendziak: „Myśląc o VSG gotów jestem uwierzyć w zakrzywienie czasoprzestrzeni”.

Jan Nowak–Jeziorański: ” VSG wspominam z czasów wielkiej przygody lat osiemdziesiątych”.

Maciej Płażyński: „...dzięki waszej przemyślanej i wytężonej pracy możemy dzisiaj wspominać rozdziały historii, którą razem współtworzyliśmy”.

Płocharski: – Robiliśmy ostatnio film, który okazał się być dla nas niezwykle trudny. To „Jeden drugiego brzemiona noście” (reż. Mieczysław B. Vogt, 2008) o pontyfikacie Jana Pawła II i Solidarności. Do pewnego momentu wszystko było świetnie – Solidarność jako motor zmian, Papież przyjeżdża na kolejne pielgrzymki, wzmacnia, prowadzi do zwycięstwa.

Potem Okrągły Stół, Wałęsa prezydentem, Rosjanie wyjeżdżają, jest coraz większa wolność, w końcu wstępujemy do NATO, do Unii. Ale w pewnym momencie okazało się, że ta historia nie ma pozytywnego końca.

Papież odszedł i zostawił nas na tym świecie, Solidarność zmieniła swoją formę, stała się organizacją bojową jednej partii... Strasznie trudno było wymyślić koniec tego filmu. Optymistyczny koniec. Więc może tylko tak, minimalistycznie: żeby idee Jana Pawła II były dalej rozumiane i propagowane, a Solidarność niech walczy o pracowników, a nie o władzę dla polityków? Może tak? Tak jakoś skończyliśmy ten film.

Magdalena Szkarłat

Tekst (i towarzysząca mu ankieta) jest częścią cyklu reportaży opisujących oddolne inicjatywy kulturalno-społeczne w różnych polskich miastach. Został napisany specjalnie dla EKK w ramach Polskiej Szkoły Reportażu działającej przy Instytucie Reportażu w Warszawie.